środa, 21 listopada 2012

Informacja !

Dziewczyny miło, że nominujecie mnie do tego całego Liebster Blog, czy coś, ale ja naprawdę nie jestem tym zainteresowana. Wspomniałam o tym już na jednym z moich blogów. Jest mi miło, że mnie nominujecie, ale serio nie wezmę w tym udziału ; )



poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział 17

*Nathan*
Kiedy Char wychodziła, nie czułem już bólu. Sprawiła, że od razu poczułem się lepiej. Później przez resztę dnia uśmiech nie znikał z mojej twarzy. Pod wieczór włączyłem telewizor. Przyłączył się do mnie również Siva.
- Stary - zaczął - martwię się o Ciebie.
- O co chodzi ? - spytałem wybuchając śmiechem
- No właśnie o to ! Cały dzień się śmiejesz ! Co ta Charlotte z Tobą zrobiła ?!
- Sprawiła, że wiem co to miłość.
Wstałem z wygodnej kanapy, wsparłem się o kule i poszedłem do pokoju, który przygotował dla mnie Seev. Całą noc pisałem z Charlotte. Nie wiem, jak ona to zrobiła, ale dzięki niej jestem wreszcie szczęśliwy.

*Charlotte*
Kiedy szłam do domu, uśmiech nie odstępował mnie na krok! Cieszyłam się, że po kłótni z mamą mogłam wyżalić się komuś komu ufam bezgranicznie. Postanowiłam zaprosić Nathana na obiad. Niestety dopiero w niedzielę. Jutro muszę iść po lekcje do Gabrielle. Czeka mnie tylko dzisiaj coś bardziej ekstremalnego - muszę pogodzić się z mamą. Nie chcę się z nią kłócić, ale też nie chcę wyciągać pierwsza ręki.
Szłam do domu z lekką niechęcią. Wolałabym rzucić się do ucieczki i wyjechać gdzieś z Nathanem a zawsze. Wyjęłam z torby klucze i przekręciłam w zamku. Kiedy weszłam zobaczyłam jak w salonie bawią się goście, moi rodzice, brat i przyjaciółka. Szybko zamknęłam drzwi frontowe, których i tak nie było słychać w głośnej muzyce, i pobiegłam do swojego pokoju. Zablokowałam drzwi i rzucając się na łóżko zaczęłam cicho łkać. Widać moja mama niczym się nie przejęła. A już zaczynała być wiarygodna z tym swoim udawanym współczuciem. Zawsze kiedy uciekałam do Marcusa, moi rodzice wyznawali zasadę Jak zgłodnieje, to wróci. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Char, otwórz. To ja i Oscar. - mówiła Gabbi
Nie odzywałam się. Miałam nadzieję, że pomyślą, że jeszcze nie wróciłam.
- Nie udawaj, że Cię nie ma. Widzieliśmy, jak wbiegasz po schodach. - oświadczył Oscar
Odblokowałam zamek w drzwiach w geście cichego zaproszenia. Do środka wpadli mój brat oraz przyjaciółka.
- Charlotte.
Powiedziała troskliwie Gabrielle i przytuliła mnie mocno. Ja natomiast skuliłam się w rogu łóżka chowając się jednocześnie za szafą.
- Wyłaź stamtąd. - rozkazał Oscar
- Odezwij się chociaż.
Ciągle nic nie mówiłam. Czułam w gardle ucisk. Dlaczego moja mama była taka... sztuczna ?! Mogłaby mieć wszystko ! Stać ją na to ! Dlaczego, skoro tak mnie nienawidzi, nie wyśle mnie gdzieś za granicę i nie zostawi jakimś obcym ludziom ?!
- No mów coś ! Kurde, martwię się o Ciebie ! - Oscar potrząsnął mną lekko
Spojrzałam na niego jedynie obojętnie i schowałam głowę w ramionach.
- Znowu płakałaś ? - spytał mój brat
Uniosłam głowę z wyrazem `Oh, you don't say!`.
- Jak to znowu ? - spytała Gabrielle
- No normalnie ! Charlotte, do cholery, odezwij się !
Nie, pomyślałam. Położyłam tylko palec na ustach i powiedziałam w myślach `Cicho, bo jeszcze Cię na dole usłyszą` - co było praktycznie niemożliwe.
Wtedy do mojego pokoju weszła mama z tym swoim uśmieszkiem. Jak gdyby nigdy nic.
- O ! Tutaj jesteście ! - wskazała palcem na Oscara i jego dziewczynę... o mnie nie było nawet mowy - Chodźcie, bez Was to nie zabawa !
Widocznie była pijana. Cóż, nawet najlepsze, najbardziej znane dziennikarki potrafią się zabawić. Ale czemu by nie ? W końcu to były jej urodziny. Miała prawo... Zresztą, do czego ona nie ma prawa ?
Schowałam się jeszcze bardziej za szafę obok łóżka i skuliłam w kłębek. Gdybym tylko miała jakieś zwierzątko, nie wiem... chomika chociaż (!), które poprawiłoby mi humor swoim kochanym zachowaniem.... Ale mama nigdy by się na to nie zgodziła.
Chwilę później wyszła machając ręką jakby jej to nie obchodziło. Oscar, chyba pierwszy raz odkąd pamiętam, przytulił mnie. Ale nie za mocno, po prostu przytulił. Delikatnie. Jak siostrę. Po chwili dodał :
- Znalazłaś te papiery ? - właściwie brzmiało to jak stwierdzenie
- Tak. Na strychu. - odezwałam się w końcu, a Oscar i Gabbi odetchnęli z ulgą - 5 lat temu.
I łzy znów zaczęły spływać po moich policzkach.
- Nie płacz. - powiedzieli równo i przytulili mnie
Byli kochani. Pozwoliłam im zostać na noc u mnie w pokoju. Zablokowałam drzwi, bo nie chciałam gości bez zaproszenia.
W nocy nie mogłam spać. Ale natychmiast się uśmiechnęłam, gdy na mój sms o treści `Śpisz ?` wysłany o godzinie 2:31 do Nathana, dostałam odpowiedź jakieś 18 sekund później `Nie. Widocznie cierpimy na bezsenność. Co u Ciebie ? Bo mi strasznie się nudzi !!!`.
Pisaliśmy całą noc, aż w końcu, zmęczona i niewyspana, napisałam mu ostatnią wiadomość `No... bezsenność rzeczywiście daje się we znaki. Kończę i idę spać ! Bo inaczej się dzisiaj nie spotkamy :-*`. Gdy tylko wślizgnęłam się pod kołdrę obok Gabrielle, Oscar leżący dotychczas na podłodze otwarł oczy i wbił we mnie swój wzrok...

niedziela, 11 listopada 2012

Informacja !!!

Pewnie wiecie, że kilka rozdziałów pojawiło się w czasie teraźniejszym .
Otóż, robię małą zmianęjednocześnie powracając do dawnych zasad .
Mianowicie, będę znów pisała w czasie przeszłym .
Więc już następny rozdział napiszę `po staremu` .
Postaram się go dodać dzisiaj, ale jeśli nie dam rady obiecuję, że będzie jutro .
Buziaki, Wasza Vicki ; *

sobota, 27 października 2012

Rozdział 16

*Nathan*
Do pokoju wchodzi zapłakana Anne.
- Co się stało ? - pytam
- Marcus - załamuje głos - ...on powiedział...że nie chce mnie znać !
`Więc po jakiego ch**a do mnie przychodzisz ?!` - myślę
- Ale o co chodzi ? - siada obok mnie
- Ja... ja tylko... - zbliża się do mnie
Wiem, że chce mnie pocałować, ale nie zrobię tego Charlotte. To ją kocham.
Sprawnym ruchem ręki odpycham Anne od siebie i siadam kawałek dalej.
- Wyjdź. - rozkazuję cicho, patrząc w ekran telefonu
Piszę wiadomość do Char
`Kotek ? Co byś powiedziała na spotkanie ? Oczywiście u Sivy, bo w tym stanie nie nadaję się do łażenia po mieście. Tęsknię za Tobą. Chcę Cię zobaczyć, mnie więcej teraz ! Kocham Cię ! <3`
Wysłany !
*Charlotte*
Znowu niezręczna cisza. Przerywa ją jednak dźwięk mojego telefonu. Wyciągam Lumie z torebki i widzę, że Nath do mnie napisał. Uśmiecham się, gdy czytam smsa. Po chwili odpisuję :
`Już tęsknisz ? Widzieliśmy się kilka minut temu ! Głupek :-* ! A do Sivy będę mogła wpaść dopiero jutro. Dziś mama wyprawia urodziny...:/ Ale obiecuję, że niedługo się zobaczymy. Ja też Cię kocham ! <3`
Po kilku minutach jesteśmy pod naszą willą. Wchodzę do środka po cichutku. Już chcę wejść do swojego pokoju, ale słyszę , jak rodzice rozmawiają w sypialni.
- Nicolasie, ona już ma zaległości z całego miesiąca ! - mówi szeptem mama
- Emilie, uspokój się.
- Ale dzisiaj dzwoniła do mnie dyrektorka. Jest zaniepokojona nieobecnością Charlotte.
- Ciii, spokojnie. Dziś jest Twój dzień, nie przejmuj się wybrykami naszej córki. Jeszcze nauczy się odpowiedzialności.
- Mam nadzieję, Nicolasie, mam nadzieję.
Wtedy rodzice wychodzą z pokoju i dostrzegają tylko zamykające się z hukiem drzwi mojej sypialni.
- Charlotte ? - woła mama
- Dajcie mi spokój ! - odgryzam się i zamykam drzwi na klucz
Kładę ... rzucam się na łóżko i zły same zaczynają płynąć po moich policzkach. Dlaczego rodzice nie rozumieją, że ten `mój kolega, który miał wypadek` coś dla mnie znaczy ?! Głupia rodzina !
Nie wiem ile czasu minęło zanim wszyscy goście zeszli się do naszego domu. Mimo mojego złego humoru, mama nie zamierzała mi odpuścić.
- Charlotte ? - mówi przez drzwi - Otwórz. Musisz się przygotować. Przyjdzie Gabrielle i musisz naszykować dla niej muzykę.
- Po co ?
- Bo będzie tańczyć ? To chyba oczywiste ! I poprosiła mnie, żebym zaprosiła znajomych na jej pokaz.
`Mama ściemnia` - buczy w mojej głowie
- Dlaczego kłamiesz ? Nie umiesz po prostu się przyznać do błędu ?
- Jakiego błędu ?
- Takiego, że w ogóle nie oddałaś mnie do domu dziecka, kiedy była taka okazja !
Biorę w rękę torbę, zapinam się pod szyję i obwiązuję szalikiem. Jest zimno. O wiele zimniej niż było rano.
Gwałtownie otwieram drzwi, wymijam mamę mierząc ją złośliwym wzrokiem i zbiegam na dół. Bez słowa przywitania wychodzę z domu.
Kieruję kroki do domu Sivy. Nie do końca pamiętam gdzie mieszka, ale znam tamtą okolicę. Kiedy jestem w połowie drogi, szturcha mnie jakaś dziewczyna.
- Ej ! Uważaj trochę !
- Przepraszam.
Jest cała zapłakana... TO ANNE ! Tylko co ona tam robiła ?
Kiedy dochodzę do domu Sivy, który cudem udaje mi się odnaleźć, drzwi się otwierają. Stoi w nich uśmiechnięty chłopak. Ten sam, który pomógł Nathanowi wyjść wtedy z auta.
- Cześć. To ja, Charlotte. Nie wiem, czy jeszcze mnie pamiętasz, ale..
- Tędy. Nathan siedzi w salonie. Musisz iść prosto i w lewo. - uśmiecha się szerzej
- Dzięki.
Odpowiadam i idę tam, gdzie mnie pokierował. Gdy wchodzę do salonu, widzę, że Nath na mnie czekał. Mimo wszystko. Mówiłam mu, że nie przyjdę, ale on czekał.
- Nath ? Wszystko ok ? Jesteś jakiś zamyślony.
- Była tu Anne. Mówiła mi, że Marcus się na nią zezłościł, i że powiedział jej, że nie chce jej znać. No więc się rozpłakała i przyszła do mnie. Wyżaliła się, a ja jej słuchałem. W pewnym momencie nachyliła się nade mną. Wiedziałem co zamierza, więc tak szybko jak ninja odepchnąłem ją i kazałem wyjść. Później napisałem do Ciebie. Chciałem się z Tobą spotkać i wszystko Ci powiedzieć. Ale Ty nie mogłaś. A mimo wszystko ja tu czekałem, bo wiedziałem, że przyjdziesz. Swoją drogą, jak tam imprezka u mamusi ?
-Wow.
Zdziwiona jego odpowiedzią na jednym wydechu, powiedziałam tylko `wow`. Co miałam innego powiedzieć ? Ledwo co zrozumiałam tą paplaninę słów. On na serio musi czasami brać oddech, bo inaczej ta astma go ograniczy.
- Nie byłam na urodzinach. Znaczy byłam w domu, ale zamknęłam się w pokoju. - mówię w końcu
- Dlaczego ?
Nathan wykonuje gest w stylu `chodź się przytul, bo widzę, że masz beznadziejny humorek`. Siadam obok niego i przytulam jak najmocniej.
- Ałć. - słyszę
- Przepraszam. A tak w ogóle, to co Cię jeszcze boli ?
Nath podciąga koszulkę. Moim oczom ukazuje się biały bandaż.
- Brzuch najbardziej. Trochę tylko głowa i noga. - uśmiecha się do mnie niepewnie
- Oj mój biedulek.
Obsypuję go całusami, a on chichocze. ^^

sobota, 20 października 2012

Rozdział 15

*Charlotte*
Za kierownicą widzę Oscara. Ma zmieszany wyraz twarzy. Dostrzegam, iż obok niego siedzi Marcus.
- Hej śliczna. - mówi - Nie masz nic przeciwko temu, że kumpluję się z Twoim bratem ?
- Nie. Ależ skąd. - dodaję ironicznie - Ale jesteś ostatnią osobą, którą chciałabym teraz widzieć.
Marcus z uśmiechem wychodzi z auta i idzie w kierunku jakiejś rudej dziewczyny. Z daleka krzyknął do niej `Anne!`. Jeszcze tej szmaty tu brakowało. Wchodzę szybko do samochodu i pomagam Nathanowi.
10 minut później jesteśmy pod jakimś domem:
- Mój przystanek. - mówi Nath
- Tu mieszkasz ? - pytam
- Nie ja. Mieszka tutaj mój dobry kumpel Siva. Zatrzymam się u niego dzisiaj.
- A Twoja mama ?
- A moja mama powiedziała, że musi wyjechać i dom został na mojej głowie. Nie chcę siedzieć sam. Zwłaszcza teraz.
- Rozumiem. To...cześć. Widzimy się później.
Nathan uśmiecha się do mnie i przy pomocy Sivy (domyślam się, że to on) wychodzi z auta.
Kiedy zamykam drzwi samochodu, Nath puszcza do mnie oczko. Wtedy i ja się uśmiecham i odjeżdżamy.

*Oscar*
Jedziemy w ciszy. Zaczyna robić się niezręcznie. Muszę jej w końcu powiedzieć prawdę.
- Czemu się nie odzywasz ?- pytam
- Nie ma takiej potrzeby.
Charlotte wgramoliła się na przednie siedzenie obok mnie i patrzy na drogę przed nami.
- Jest. Muszę powiedzieć Ci coś na temat Anne.
- Wiem wszystko. Znaczy domyślam się wszystkiego. Marcus znalazł sobie nową dziewczynę. To by wszystko wyjaśniało.
- Nie. Źle myślisz. Marcus musiał się z nią spotkać, żeby wyjaśnili sobie wszystko. Ona ciągle go kocha...
- No właśnie. - nie pozwoliła mi dokończyć
- Ona ciągle go kocha, ale on ciągle kocha Ciebie.
- Wierzysz mu ? Mi się wydaje, że znowu coś wymyślił. Głupia historyjka, w którą ma wierzyć każdy.
- Słuchaj, to nie tak.
- A jak ? - wbija wzrok we mnie - Oświeć mnie.
- Marcus musiał spławić Anne. Powiedział mi, że jej nienawidzi. Oszukała go. Mówiła, że go kocha, ale tak nie było. Zajmowała się tylko swoją drużyną cheerleaderek. Po wygranych meczach krzyczała do mikrofonu, jak to ona bardzo go kocha, ale wszystko było fikcją. Kiedy się o tym dowiedział, zerwał z nią. Wtedy zrozumiała co straciła. Od tamtej pory nachodziło go, błagała o wybaczenie. Wiesz ile razy chciała, żeby do niej wrócił ?
- I skąd to wszystko wiesz ?
- Może zapomniałaś, ale jestem w tej szkole dłużej od Ciebie. Widziałem na własne oczy, co dzieje się z moim kumplem. A resztę powiedział mi Marcus.
- Aha. Teraz to wielki kumpel, ale jak....
- Co jak ?
- Nieważne.
- Powiedz.

*Charlotte*
W ostatniej chwili zdaję sobie sprawę z tego, że mój brat nic nie wie o narkotykach... Może trochę dowiedział się od Marcusa. Ale tylko tego, że był dilerem. O tym, że ja też byłam w to zamieszana nie miał pojęcia.
- Powiedz. - patrzy na drogę, jednak co chwila zerka na mnie poważnie
- Wiesz kim był ... kim jest Marcus. Ciągle jesteście kumplami ? On nie boi się, że go wydasz ?
- Część jego długów, to właśnie ja pomagałem mu spłacić.
- Nie wierzę. - sugeruję kpiąco
- Musisz.
- Po co on w ogóle spotkał się z Anne ?! - zmieniam temat
- Dlatego, żeby jej wyjaśnić, że on kocha Ciebie. Ile razy mam Ci to tłumaczyć ?
- Możesz jeszcze raz.
- Obiecaj mi, że teraz się nie zdenerwujesz, ok ?
- Chcę znać prawdę.
- Anne robiła wszystko, żeby się Ciebie pozbyć. Idąc na spotkanie z Marcusem myślała, że chce do niej wrócić.
- Myliła się. - mówię cicho
- Dokładnie. Teraz zobaczy, że to jednak nie miało sensu. Bo on ciągle kocha Ciebie.
- Ale ja go już nie kocham.... tak mi się wydaje.
- Widzisz ?
- Ale ja chcę być z Nathanem. Jestem tego pewna.
- Dobrze, rozumiem. Ale pomyśl nad tym jeszcze. Marcus to dobry kumpel i dbał o Ciebie kiedy z nim byłaś.
`Tego bym nie powiedziała`, myślę....

*Nathan*
Kiedy Siva mnie przyjął, ulżyło mi trochę. Nadal nie pamiętam co dokładnie się wtedy stało, ale jestem pewien, że ciągle odczuwam ból po tym uderzeniu. Jakby w jednej chwili, ktoś zamknął mnie w jakimś ciasnym, ciemnym pomieszczeniu i zadał cios setkami sztyletów. Ból był nie do opisania. Myślałem, że to już koniec. Nawet kiedy siadam na kanapie muszę powstrzymać ten wyraz twarzy, który zdradza moje niezadowolenie. Char mówiła, że miałem potłuczoną czaszkę i żebra. Do tego ta noga. Jak to się stało ?
- Przynieść Ci coś do picia ? - pyta Siva
- Dzięki. Zdżemnę się trochę. Jestem wykończony. Szpitalne łóżka są strasznie nie wygodne.
Oboje zaczynamy się śmiać. Jednak mi ciągle sprawia to ból. Kiedy podwijam koszulkę widzę bandaże. Są tak ciasno owinięte wokół mojego brzucha, klatki piersiowej i pleców, że ledwo oddycham.
Rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Siva idzie otworzyć. Słyszę:
- Mogę zobaczyć się z Nathanem ?
- Jasne. - w głosie Sivy można wyczuć zakłopotanie. - Wejdź.
Już z korytarza widzę kto to....

sobota, 13 października 2012

Rozdział 14

*Charlotte*
Otwieram oczy i widzę Nathana z uśmiechem na twarzy. Ale on ciągle ma zamknięte oczy !
- Nathan ? - zaczynam szeptać - Nath ? Jaja sobie ze mnie robisz ? No ja tu ryczę a Ty ... - nie mogę dokończyć
Pan Sykes rzuca się na mnie mimo wysiłku, jaki sprawia mu ruch.
- Ty idioto ! Co za koleś ! Teraz ja wylądowałabym w szpitalu na zawał !
- Spokojnie. - przyciąga mnie do siebie i składa na ustach namiętny pocałunek - Kocham Cię. - dodaje szeptem na co ja tylko się uśmiecham
- Muszę zadzwonić do mamy. Wyszłam bez słowa z domu.
Sięgam po telefon. Jednak moja mama jest szybsza.
- Tak mamo ? - odbieram
- Gdzie jesteś ?!
- W szpitalu.
- Co się stało ?!
- Nic. Jestem u kolei. Miał wypadek.
- Tylko mi nie mów, że pędził jak szalony na motorze.
- Nie. On... powiem Ci w domu.
- No dobrze. - wzdycha - Kiedy będziesz ?
- Jakoś na obiad ?
- Dobrze. Do widzenia.
- Do widzenia, mamo.
Nathan patrzy na mnie z miną 2-letniego dziecka.
- Co ?
- Zabierz mnie na obiad ! Tutaj mają ohydne żarcie !
- Nie mogę.
- Dzisiaj i tak mnie wypisują. Błagam !
- Dzisiaj ?!
Nath nic nie odpowiada, tylko wskazuje na spakowaną torbę z Nike.
- Ale się cieszę !
Rzucam mu się na szyję. Po chwili słyszę cichutkie `auć`, więc zwalniam uścisk.
- O rety ! Udusisz mnie z tej miłości.
Kiedy prezentuje jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów, całuję go delikatnie. Wtedy wchodzi lekarz :
- Dzień dobry panie Sykes. O ! Widzę, że ma pan gościa.
- Tak. - odpowiadam nieśmiało - Czyli mogę go zabrać do domu ?
Zabrzmiało to tak, jakbyśmy ze sobą mieszkali. Charlotte poćwicz nad słowotokiem.
- Jeszcze tylko jedno badanie. Zajmie to około 30 minut.
- Dobrze, poczekam. Tylko szybko mi go oddajcie.
- Spokojnie, cierpliwości.
Lekarz pomaga Nathanowi wsiąść na wózek i kiwając mi na pożegnanie, Nath znika za drzwiami.
Po godzinie zaczynam się martwić, że nie wraca. Dzwoniłam do Oscara, powiedział, że poszedł z Gabrielle w jego sekretne miejsce. Wow ! Jemu serio zależy na tej dziewczynie !
W końcu ! Drzwi się otwierają, a w nich stoi Nathan z kulami w rękach i uśmiechem na twarzy. Jest już ubrany. Ma na sobie miodowe spodnie opuszczone w kroku, biały t-shirt, czarną bejsbolówkę i czapkę beenie. Wygląda jak zawsze świetnie. Uśmiecham się i pomagam mu dokuśtykać do łóżka. Ma nogę w bandażach. Podobno lekkie zwichnięcie i nie musi mieć gipsu.
Kiedy już wszystko jest naszykowane, biorę torbę Nathana. Jest leciutka, tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Drugą ręką chwytam jego dłoń.
- Jak już mamy z tego wyjść, to razem. - mówię
Uśmiechamy się do siebie. Wychodzimy ze sali. Idziemy długimi, wąskimi, biało-niebieskimi korytarzami szpitala. Kiedy z niego wychodzimy, dostrzegam auto mojego szofera. Podchodzę, ale za kierownicą widzę....

niedziela, 7 października 2012

Rozdział 13

*Charlotte*
Budzę się w swoim pokoju. Promienie słoneczne przebijają się przez firanki w oknie obok łóżka. Słyszę, jak mama rozmawia z moim bratem.
- Jest silna. Poradzi sobie. - mówi Oscar
- No nie wiem. Jest taka wrażliwa...
- Ja jej  to powiem. Ty idź odpocznij.
Drzwi do mojego pokoju otwierają się. Wchodzi Oscar w samych dresach i full capie. Patrzy na mnie troskliwie. Wzrokiem przesyła współczucie.
- Charlotte - zaczyna - jest coś, o czym musisz wiedzieć.
- Mama zapomniała kupić Ci nowego t-shirtu ? - pokazuję na jego nagi tors
- Nie żartuj. Tu chodzi o coś poważniejszego.
- Więc ? O co ? - denerwuję się    
- O Nathana...on...

*Oscar*
Natychmiast wyprowadziłem Char ze szpitala. Nie mogła na to patrzeć. Nie spałem całą noc. Ciągle słyszałem jak płacze. Kiedy ucichła przyszedłem do niej. Nie wiem czemu, ale musiałem sprawdzić jej puls. Spała ...
Rano dostaję telefon ze szpitala. Dzwonią do Char ale ja akurat jestem w pobliżu. Odbieram i momentalnie robię się smutny. 
Nathan to mój kumpel. Znamy się niewiele, ale jest całkiem spoko. Jak ja mam jej to powiedzieć ?!

**Charlotte*
Nie ! Dlaczego znów go tracę ?! Kocham go ! Nie chcę, żeby mnie opuszczał ! Nie teraz ! Przez cały miesiąc przy nim byłam. On nie może sobie tak po prostu odejść. Kiedy Oscar powiedział mi, że Nath znów zasnął... Ugh ! Muszę jechać do szpitala ! Muszę jechać do niego ..
Ześlizguję się powoli z łóżka i słabym krokiem ruszam do garderoby. Wyciągam z niej czarne, obcisłe spodnie, białą koszulę z ćwiekami wzdłuż guzików i szarą, jeansową kamizelkę. Kiedy już się ubrałam, biorę czarną torbę i full cap Oscara. Schodzę na dół i z szafy w korytarzu wyciągam skejty. W ręce komórka w nowiutkiej obudowie. Na uszach kolczyki w kształcie nutek od mojej mamy. 


W końcu wychodzę i kieruję kroki do szpitala. Muszę się tam dostać jak najszybciej. Martwię się o niego. Ale on ... on przecież ... przecież jego serce przestało bić ! Nie. Muszę odgonić te myśli.
Nim się orientuję docieram do szpitala. Mimo mojej traumy wchodzę do windy, by znaleźć się przy Nathanie szybciej. Prawie tracę równowagę, ale cieszę się, że jadę sama. Co by sobie ludzie pomyśleli ? Wybiegam z windy i pędzę do sali, w której leży mój ukochany. Jest ! Wchodzę i nie mogę wydusić z siebie ani słowa ... Siedzi przy nim Anne !!! Na szczęście nie orientuje się, że weszłam.
- Kochanie, jeśli się tylko obudzisz, będziemy mogli być razem już na zawsze. - uśmiecha się do niego i ściska jego dłoń
Dokładnie tak jak ja wczoraj. Szybko wychodzę i idę do recepcji.
- Przepraszam. - zaczynam - Widziałam jakąś dziewczynę u mojego chłopaka. Mogłaby mi pani powiedzieć, kto to jest ?
- Momencik. Jak nazywa się pani chłopak ?
Pyta, więc jej odpowiadam. Patrzy na mnie jak na wariatkę. Kilka razy muszę pytać, czy nic jej nie jest. W końcu nadchodzi odpowiedź.
- Mówiła, że nazywa się Anne Carter, i że jest jego dziewczyną.
- Ugh ! Jak mogła ? Nienawidzę jej.
- Tylko niech pani nikomu nie mówi, że pani powiedziałam. Nie powinnam..
- Spokojnie. Nikomu nie powiem. Ale mam jeszcze jedną prośbę.
Mówię, że chciałabym, aby wyprosiła tą całą Anne. Od początku szkoły jej nie lubiłam. Kiedy byłam z Marcusem, patrzyła na mnie groźnie, a później mi go odbiła. Nie będzie tak z Nathanem. Nigdy go nie oddam !
Idziemy w kierunku sali, i gdy otwieramy drzwi, ona ciągle obok niego siedzi.
- Przepraszam, ale powinna pani wyjść. - mówi pielęgniarka
- Dlaczego niby ? - Anne spogląda na mnie - A .. rozumiem.
- Okłamała mnie pani. Nie powinna była pani tu wchodzić.
- Ach tak ? Myślałam, że jako jego dziewczyna mogę przy nim być.
Pielęgniarka nie wie co zrobić, więc interweniuję.
- Anne wyjdź stąd ! Dobrze wiesz, że on by nawet na Ciebie nie spojrzał.
- Oj biedulka. Myślisz, że on Cię kocha ? - zbliża się do mnie - Żałosna jesteś.
- A Ty będziesz miała kłopoty, jeśli stąd nie wyjdziesz. - uśmiecham się zadziornie
W jej oczach widzę tylko tysiące gróźb. Bierze swoje rzeczy i szturchając mnie wychodzi ze szpitala. Kiedy już pielęgniarka zostawia nas samych, wybucham płaczem. Podchodzę do łóżka, na którym leży chłopak, którego kocham. Chcę mu to powiedzieć. Wykrzyknąć. Wygląda, jakby spał i zaraz miał się obudzić.
- Kocham Cię. - szepczę
Biorę jego dłoń i pozwalam, aby dotknęła mojego mokrego policzka. Na chwilę zamykam oczy i uśmiecham się na myśl, że on w końcu się obudzi. Gdy je otwieram...