niedziela, 7 października 2012

Rozdział 13

*Charlotte*
Budzę się w swoim pokoju. Promienie słoneczne przebijają się przez firanki w oknie obok łóżka. Słyszę, jak mama rozmawia z moim bratem.
- Jest silna. Poradzi sobie. - mówi Oscar
- No nie wiem. Jest taka wrażliwa...
- Ja jej  to powiem. Ty idź odpocznij.
Drzwi do mojego pokoju otwierają się. Wchodzi Oscar w samych dresach i full capie. Patrzy na mnie troskliwie. Wzrokiem przesyła współczucie.
- Charlotte - zaczyna - jest coś, o czym musisz wiedzieć.
- Mama zapomniała kupić Ci nowego t-shirtu ? - pokazuję na jego nagi tors
- Nie żartuj. Tu chodzi o coś poważniejszego.
- Więc ? O co ? - denerwuję się    
- O Nathana...on...

*Oscar*
Natychmiast wyprowadziłem Char ze szpitala. Nie mogła na to patrzeć. Nie spałem całą noc. Ciągle słyszałem jak płacze. Kiedy ucichła przyszedłem do niej. Nie wiem czemu, ale musiałem sprawdzić jej puls. Spała ...
Rano dostaję telefon ze szpitala. Dzwonią do Char ale ja akurat jestem w pobliżu. Odbieram i momentalnie robię się smutny. 
Nathan to mój kumpel. Znamy się niewiele, ale jest całkiem spoko. Jak ja mam jej to powiedzieć ?!

**Charlotte*
Nie ! Dlaczego znów go tracę ?! Kocham go ! Nie chcę, żeby mnie opuszczał ! Nie teraz ! Przez cały miesiąc przy nim byłam. On nie może sobie tak po prostu odejść. Kiedy Oscar powiedział mi, że Nath znów zasnął... Ugh ! Muszę jechać do szpitala ! Muszę jechać do niego ..
Ześlizguję się powoli z łóżka i słabym krokiem ruszam do garderoby. Wyciągam z niej czarne, obcisłe spodnie, białą koszulę z ćwiekami wzdłuż guzików i szarą, jeansową kamizelkę. Kiedy już się ubrałam, biorę czarną torbę i full cap Oscara. Schodzę na dół i z szafy w korytarzu wyciągam skejty. W ręce komórka w nowiutkiej obudowie. Na uszach kolczyki w kształcie nutek od mojej mamy. 


W końcu wychodzę i kieruję kroki do szpitala. Muszę się tam dostać jak najszybciej. Martwię się o niego. Ale on ... on przecież ... przecież jego serce przestało bić ! Nie. Muszę odgonić te myśli.
Nim się orientuję docieram do szpitala. Mimo mojej traumy wchodzę do windy, by znaleźć się przy Nathanie szybciej. Prawie tracę równowagę, ale cieszę się, że jadę sama. Co by sobie ludzie pomyśleli ? Wybiegam z windy i pędzę do sali, w której leży mój ukochany. Jest ! Wchodzę i nie mogę wydusić z siebie ani słowa ... Siedzi przy nim Anne !!! Na szczęście nie orientuje się, że weszłam.
- Kochanie, jeśli się tylko obudzisz, będziemy mogli być razem już na zawsze. - uśmiecha się do niego i ściska jego dłoń
Dokładnie tak jak ja wczoraj. Szybko wychodzę i idę do recepcji.
- Przepraszam. - zaczynam - Widziałam jakąś dziewczynę u mojego chłopaka. Mogłaby mi pani powiedzieć, kto to jest ?
- Momencik. Jak nazywa się pani chłopak ?
Pyta, więc jej odpowiadam. Patrzy na mnie jak na wariatkę. Kilka razy muszę pytać, czy nic jej nie jest. W końcu nadchodzi odpowiedź.
- Mówiła, że nazywa się Anne Carter, i że jest jego dziewczyną.
- Ugh ! Jak mogła ? Nienawidzę jej.
- Tylko niech pani nikomu nie mówi, że pani powiedziałam. Nie powinnam..
- Spokojnie. Nikomu nie powiem. Ale mam jeszcze jedną prośbę.
Mówię, że chciałabym, aby wyprosiła tą całą Anne. Od początku szkoły jej nie lubiłam. Kiedy byłam z Marcusem, patrzyła na mnie groźnie, a później mi go odbiła. Nie będzie tak z Nathanem. Nigdy go nie oddam !
Idziemy w kierunku sali, i gdy otwieramy drzwi, ona ciągle obok niego siedzi.
- Przepraszam, ale powinna pani wyjść. - mówi pielęgniarka
- Dlaczego niby ? - Anne spogląda na mnie - A .. rozumiem.
- Okłamała mnie pani. Nie powinna była pani tu wchodzić.
- Ach tak ? Myślałam, że jako jego dziewczyna mogę przy nim być.
Pielęgniarka nie wie co zrobić, więc interweniuję.
- Anne wyjdź stąd ! Dobrze wiesz, że on by nawet na Ciebie nie spojrzał.
- Oj biedulka. Myślisz, że on Cię kocha ? - zbliża się do mnie - Żałosna jesteś.
- A Ty będziesz miała kłopoty, jeśli stąd nie wyjdziesz. - uśmiecham się zadziornie
W jej oczach widzę tylko tysiące gróźb. Bierze swoje rzeczy i szturchając mnie wychodzi ze szpitala. Kiedy już pielęgniarka zostawia nas samych, wybucham płaczem. Podchodzę do łóżka, na którym leży chłopak, którego kocham. Chcę mu to powiedzieć. Wykrzyknąć. Wygląda, jakby spał i zaraz miał się obudzić.
- Kocham Cię. - szepczę
Biorę jego dłoń i pozwalam, aby dotknęła mojego mokrego policzka. Na chwilę zamykam oczy i uśmiecham się na myśl, że on w końcu się obudzi. Gdy je otwieram...

piątek, 5 października 2012

Rozdział 12

*Oscar*
Oj ! Nie dobrze ! Nie dobrze ! Jejku ! Jak ja panikuję !
Razem z Gabrielle przemierzamy korytarze szpitala.
- Paliwo Ci się kończy ? - kpi ze mnie, kiedy podpieram się ściany
- Nie. Kolka mnie złapała.
Zdyszany siadam na zimnej podłodze przed salą. Gabbi wchodzi do środka
- Oscar ! - słyszę

*Charlotte*
Budzę się w ramionach Nathana. O nie ! Szybko wstaję z łóżka szpitalnego, ale przy moich zdolnościach budzę także jego.
- Gdzie idziesz ślicznotko ? - pyta
Chcę przeprosić, ale wczoraj za dużo razy powiedziałam to słowo
- Idę się napić. - kłamię
- Wróć szybko. Ciężko mi się oddycha bez zapachu Twoich perfum.
Uśmiecham się od razu. Całuję go delikatnie w usta i wychodzę. To było słodkie... on jest słodki.
Na korytarzu wysyłam sms do Gabrielle : Natychmiast przyjeżdżajcie do szpitala ! Chodzi o Nathana !
Czekam aż sms się wyśle. Schodzę na dół, do kuchni. Biorę w rękę dwa kubeczki z budyniem czekoladowym i wracam do sali, w której leży Nath. Z uśmiechem podaję mu budyń
- Smacznego śpiochu.
- Ja wcale nie ... - przerywa mu ziewnięcie - ... spałem.
- Przeciągasz się, ziewasz, a kiedy weszłam, miałeś zamknięte oczy.
- Mama się o Ciebie nie martwi ?- zmienia temat
- Mówiłam jej, że całe dnie siedzę u Gabbi i robimy jakiś projekt na chemię.
- Nie sprawdzi tego ?
- Nie zmieniaj tematu ! Spałeś i tyle ! - śmieję się
- Nie spałem. - mówi niewyraźnie z łyżeczką w buzi
- Co śpiochu ?
- Nic.
Nathan udaje obrażonego, a ja znów patrzę na komórkę. Zero odpowiedzi. Nagle do sali wpada Gabbi
- Oscar ! - krzyczy

*Gabrielle*
Jak dobrze jest znów zobaczyć Nath'a z otwartymi oczami ! Od razu wołam Oscara.
- Co się stało ?! - wbiega - Nathan, stary, Ty żyjesz ! - witają się uściskiem ręki - Już zwątpiłem.
Kiedy tylko wypowiada dwa ostatnie słowa dostaje kuskańca od Char.
- Nie rozumiem. - wcina się Nath
Cała trójka tylko na siebie patrzy. To będzie dość dziwne...

*Nathan*
Że co ?! Ty żyjesz ! Już zwątpiłem ! Nic z tego nie rozumiem. Nagle Charlotte chwyta moją dłoń.
- Nathan... nie mam pojęcia, jak na to zareagujesz, ale, błagam, nie denerwuj się.
Kiedy ściska moją rękę bardziej, a cała trójka zaczyna opowiadać, myślę, że to cud, że w ogóle się obudziłem. Ale robi mi się słabo, zaczynam kaszleć, po chwili tracę przytomność... ciemność...
Charlotte ? Gdzie jesteś ? Boję się ....

*Charlotte*
Nie mogę w to uwierzyć ! W głowie cały czas widok tego przeklętego urządzenia pokazującego podłużną, zieloną kreskę i okropny dźwięk ! Chcę rozwalić ten monitor, ale Gabrielle i Oscar mnie wyprowadzają. Płaczę na korytarzu dopóki również nie widzę ciemności, tak jak Nathan. Od miesiąca marzyłam, żeby otwarł oczy i kiedy w końcu ze mną porozmawiał ...

środa, 3 października 2012

Rozdział 11

*Nathan*
O kurde.. Głowa mnie boli. I jeszcze brzuch i klatka piersiowa. A skoro już tak narzekam, to nie mogę ruszać ręką. Otwieram oczy. Najpierw ostre światło bije mnie po tęczówkach, chwilę później się uspokaja. Patrzę w lewo. Piękny krajobraz za oknem. Jesienne liście zdobią chodniki w parku. Przerzucam wzrok w prawą stronę. Widzę jakąś dziewczynę, która ... -,- to dlatego nie mogłem ruszać ręką. Ściska ją mocno, a jej głowa oparta jest o łóżko. Chyba śpi. Nie mogę dostrzec jej oczu przez burzę brązowych włosów.... CHARLOTTE ! Chciałbym jej coś powiedzieć, ale nie mogę wydusić z siebie ani jednego słowa. O co tu chodzi ? Co się stało ? W końcu udaje mi się odchrząknąć i ledwo co wypowiadam jej imię. Ona powoli unosi głowę i odgarnia włosy. Dopiero teraz widzę jej pełne, różowe usta, mokre policzki i podkrążone oczy. Patrzy na mnie z niedowierzaniem.
- Nathan ? - pyta po chwili - Nathan, obudziłeś się ! - podnosi moją dłoń i pozwala mi potknąć jej policzka
- Płakałaś...
- Bałam się.
- Czego ? Przecież wszystko jest dobrze.
- Nie Nathan. Nienawidzisz mnie. - spuszcza wzrok, ale po chwili znów na mnie patrzy - Ale musiałam tu czekać. Musiałam czekać na Ciebie.
- Nie rozumiem.
Char wstaje i podchodzi do stoliczka na drugim końcu sali. Przypomina mi się wypad z kumplami w Gloucester. Poszliśmy do KFC. Słyszę trzaski plastikowego kubeczka od shake'a i zgrzytanie słomki, która próbuje przecisnąć się przez dziurę w wieczku.
Po chwili wraca. Daje mi ten kubeczek i pociąga nosem.
- Masz. Napij się. - mówi
Chwilę patrzę na zawartość, ale Char uspokaja mnie mówiąc, że to tylko woda. Żadnych lekarstw ! Oddycham z ulgą i w jednej nanosekundzie opróżniam kubek, który ląduje na szafce nocnej obok mojego łóżka. Ruch nadal sprawia mi ból, ale nie chcę okazywać słabości przy Charlotte.
- Boli ? - pyta troskliwie
Chyba zauważyła mój niezadowolony wyraz twarzy kiedy chciałem się obrócić.
- Nie. Wszystko w porządku. Mówiłem Ci. - uśmiecham się do niej, lecz ona ciągle jest smutna - A u Ciebie ? Bo żebyś promieniała, to ja nie widzę.
- Nie jest mi do śmiechu. Jesteś tutaj przeze mnie.
Kryje twarz w dłoniach. Po chwili słyszę cichy płacz.
- Char ? Ej ? Nie płacz. - głaszczę ją po włosach
- Taka prawda. - odkrywa zaczerwienione oczy i ciągnie dalej - Ja nie chciałam. Ale myślałam, że jak nie powiem Ci tego teraz, to później ode mnie uciekniesz.
Ja przecież tak zrobiłem... No tak ! Wszystko sobie przypominam ! Mówiła .. echh nie ważne.. Nie chcę tego pamiętać. Pisk opon. Straszny ból.... Suuuuper. Chyba potrąciło mnie auto. Na samą myśl wszystko mnie boli.
- To nie Twoja wina. Sam wyszedłem na ulicę nie patrząc, czy coś jedzie.
- Nie słyszałeś ?
- Miałem słuchawki w uszach i patrzyłem się na swoje tenisówki... a później usłyszałem jak mnie wołasz i nic.. ciemność.
- Przepraszam. - szepcze - Nie chciałam
Wycieram łzę, która spływa po jej policzku. Uśmiecham się do niej, ale ona ucieka od mojego wzroku. Przypominam sobie nasz pocałunek w kuchni. Nasze pierwsze spotkanie. Fajnie czasem być niezdarą.
- To nie Twoja wina. - powtarzam - Chodź tu.
- Nie. Nie ruszaj się. Będzie bolało.
- Chciałbym Cię przytulić. Nawet nie wiem, jak długo już nie miałem w ramionach takiej pięknej dziewczyny.
W końcu nie wytrzymuje i uśmiecha się. Robi mi się od tego ciepło. Lubię jak się uśmiecha.
- Przesuń się. - żartuje i siada na łóżku
- Ciągle trzymasz moją dłoń.
- Przepraszam ..
- Przestań przepraszać. Nie masz za co.
- Mam. Mogłabym przepraszać Cię w nieskończoność...
- Przestań.
- To Ty przestań mi przerywać ! - śmieje się
- To chodź tu koło mnie.
Wtedy puściła moją rękę i pozwoliła mi ją przytulić. Fajnie było znów czuć jej perfum. Nadal nie rozgryzłem jakiego zapachu używa, ale wszystko jedno. Na niej pachnie ładnie. Na samą myśl się uśmiecham. Dopiero teraz spostrzegam, że patrzy na mnie i przesuwa opuszkami palców po moim policzku.
- Ja też Cię kocham. - mówię i całuję ją delikatnie w usta

*Oscar*
- Mamo ! Spokojnie ! Jestem pewny, że niedługo wróci. - jak ja nienawidzę kłótni z moją mamą -,-
- Dzwoń do niej ! Albo jedź po nią !
- Mamo, Charlotte jest dużą dziewczynką i na pewno sobie poradzi.
- Wiesz chociaż gdzie ona przesiaduje całe dnie od .. miesiąca ? - mama ze zdenerwowania siada na kanapie
- Tak. Jest w szpitalu.
- Co ?!
- Ale spokojnie, mamo. Jej kolega miał wypadek i ona się nim opiekuje. - mama oddycha z ulgą - A tak przy okazji, to ja mam dziewczynę.
Korzystam z sytuacji i wymykam się jak najszybciej z domu. W ręce trzymam telefon i wybieram numer Gabrielle
- Kochanie będziesz gotowa za dwie minuty ?
- No .. tak. A o co chodzi ?
- Zabieram Cię do szpitala.
- Ale Ty romantyczny. - jakbym ją widział, właśnie teraz przewraca oczami
- Do Char.
- Noo ! To zmienia postać rzeczy ! Za ile będziesz ?

*Gabrielle*
Kiedy Oscar nic nie odpowiada słyszę dzwonek do drzwi.
Zbiegam na dół i otwieram zanim zrobi to moja mama.
- To jednak jest kiepski pomysł, że mieszkamy tak blisko siebie. - stwierdzam
- Dlaczego ? Mi to odpowiada. Za dużo na paliwo nie wydaję.
- Jakie paliwo ?
Oscar robi dziwne przedstawienie ze stukaniem dłońmi w buty i rusza się ... znaczy tańczy .. chyba. Ja w końcu nie mogę wytrzymać i wybucham śmiechem.
- Jesteś stuknięty !
- Za to mnie kochasz. - podchodzi do mnie i obejmuje mnie w pasie
Odrywam się od niego, gdy czuję wibracje w dłoni. To moja komórka i... sms od Charlotte !
Kiedy go przeczytałam i podałam Oscarowi, jedno było pewne. Musimy natychmiast jechać do szpitala !

wtorek, 2 października 2012

Rozdział 1O

*Gabrielle*
O nie ! Nie mogę w to uwierzyć ! Natychmiast z Oscarem jedziemy do szpitala !
Pielęgniarka prowadzi nas labiryntem korytarzy, aż nie widzę płaczącej Char. Podbiegam do niej i pytam :
- Char ! Co się stało ?!
Bez słowa wtula się we mnie.
- Siostra ! Wiedziałem, że mogłem Cię odwieźć ! - krzyczy Oscar
- To nie jej wina !
- Może moja ?!
- Przestańcie... - szepcze Charlotte
Najwidoczniej sprawia jej to ból
- Gdzie jest Nathan ?
- Na sali operacyjnej... - wypowiada cicho
- Pomaga przy zabiegu ? - pyta głupio Oscar
- Nie idioto ! On jest operowany ! - wybucham
Twarz Charlotte w jednym momencie zakrywa burza brązowych włosów niczym zasłona, w której się chowa.

*Charlotte*
Jasne światło. Białe ściany. Rytmiczne pikanie jakiegoś urządzenia z prawej strony. Z trudem otwieram oczy. Podnoszę rękę. Jakieś rurki, kabelki i inne bajery. Wszystko mnie boli. Nathan - szepczę.
Chciałabym to być ja ! On nie może przeze mnie cierpieć ! Kocham  go ! Teraz to wiem !
Podchodzi lekarz, a ja podskakuję na niewygodnym krześle.
- Panie doktorze, błagam, niech pan powie, że z nim wszystko w porządku ! - rzucam się na mężczyznę w białym fartuchu, lecz upadam na kolana przed nim .... nie mam siły wstać, a on klęka przede mną trzymając moje ramię
- Przykro mi..
NIE !!! - chcę krzyknąć jak najgłośniej ! Lecz dokańcza zdanie :
- .. Niewiele brakowało, żebyśmy go stracili.
Słyszę z tyłu oddechy ulgi, jednak ja ciągle chcę mieć nadzieję, że on wyjdzie z tego cało !
- A dalej ?! A co dalej ?! Uratowaliście go ! Prawda ?! - krzyczę mimo wyczerpania
- No właśnie ... w tym problem. Pan Sykes jest w śpiączce. Nie wiemy kiedy się obudzi i czy... - urywa na chwilę i patrzy mi w oczy - .. i czy w ogóle się obudzi.
- Nie. - szepczę
On nie będzie przeze mnie cierpiał ! Chcę czuć ten ból co on, ale sto razy większy. Co ja zrobiłam ? Jestem nikim .... to mnie zniszczyło, ale nie pozwolę, żeby zniszczyło Nathana. Muszę do niego iść.
- Gdzie on jest ? - mówię ostatkiem sił
- Na sali pooperacyjnej.
- Niech pan pomoże mi wstać.
Lekarz najpierw podpiera się jedną ręką i już stoi na nogach. Łapie mnie za nadgarstek i w pasie. Muszę się czegoś złapać ! Czuję jak tracę równowagę, ale nie upadam. Muszę mieć siłę, żeby powiedzieć Nathanowi co do niego czuję. Ruszam chwiejnym krokiem do sali wyznaczonej przez lekarza. W końcu stoję przed jej drzwiami. Zaglądam przez okienko. Kompletnie inny człowiek ! Jak on wygląda ?! Wchodzę do środka. On śpi. Siadam na krześle przy łóżku i ściskam jego dłoń. Chwilę patrzę na jego twarz, gładzę ręką jego policzek i wybucham płaczem. Kilka minut później jednak znajduję opanowanie.
- Nathan. - mówię cicho - Nathan to ja. Obudź się. To ja, Charlotte. Błagam. Otwórz oczy. Nathan .... kocham Cię. - ostatnie dwa słowa wypowiadam szeptem
- Przykro mi, ale on się nie obudzi. - podchodzi do mnie Gabbi i przytula z całych sił - Jest w śpiączce.
- Opowiedz mi o tym.
Gabrielle bierze krzesło i siada obok mnie.
- On śpi. Po prostu śpi głębokim snem. Ale słyszy co do niego mówisz. Bardzo chciałby się odezwać, ale nie umie. Zobaczysz. Jestem pewna, że jak wstanie, to odpowie Ci na wszystko. - całuje mnie w czoło i dodaje - Muszę iść. Oscar mnie odwiezie i za chwilę wróci. Bądź grzeczna little angel.
- Nie idź. - mówię, ale już jest za drzwiami
Ściskam mocniej rękę Nathana. Tym razem ja jestem pewna, że nie słyszał mojego kocham.
- Nathan. - wołam go zdecydowanie - Otwórz oczy. Spójrz na mnie. Kocham Cię.
Uśmiecham się do niego, ale urządzenie obok mnie zaczyna wariować. Zdaje mi się, jak Nathan porusza powiekami. Jakby mruga i znów zasypia. Lekarze natychmiast mnie wypraszają. Patrzę przez ogromną szybę jak go defibrylują. Doganiają mnie dreszcze przebiegające po całym moim ciele. Drżę. Moje tęczówki znów są puste. Z transu wyrywa mnie moje odbicie. Zasunęli żaluzje, żebym nie widziała, jak próbują ratować Nathana ....
Nathan. Kocham Cię. Wróć do mnie ....

poniedziałek, 1 października 2012

Rozdział 9

*Nathan*
Obejmowałem ją. Czułem zapach jej perfum, które uwielbiam od dwóch dni. Wiedziałem. Kocham ją od momentu, jak pierwszy raz na siebie wpadliśmy.
Obejmowałem ją. Była jak mój prywatny narkotyk. Pragnąłem jej...
Obejmowałem ją. Nagle usłyszałem syreny. Turn on. Włączyłem się z powrotem do życia. Dopiero teraz zobaczyłem, że płakała :
- Ej ? Co się dzieje ? - spytałem od razu
- Uciekajmy !
Krzyknęła i pociągnęła mnie za rękę. Nie patrzyłem pod nogi. Patrzyłem na bransoletkę, która tańczyła na jej nadgarstku, kiedy podwinął się rękaw jej bluzy.
- Gdzie biegniemy ?
- Przed siebie !
Zatrzymaliśmy się w jakimś małym lesie. Kilka drzew i droga na uboczu. O co chodzi ?
- Wszystko przez Marcusa ! - krzyknęła
Wtedy tylko ją przytuliłem. Usłyszałem jak szlocha. Pozwoliłem sobie oderwać się od niej.
- Wszystko będzie dobrze. - pocałowałem jej czoło
- Nie będzie. Ścigają go...
Płacz znów jej przerwał. Cofnęła się kilka kroków i oparła o drzewo.
- Za co ? - zdziwiłem się
- Za narkotyki. - ledwo co to powiedziała
Stanąłem jak wryty. Narkotyki ?! Że co ?! To dlatego Gabrielle mówiła o nim tyle złych rzeczy !
- Wszystko będzie dobrze. - powtórzyłem
Podszedłem do niej i ponownie pozwoliłem, aby zatopiła się w moich ramionach.

*Charlotte*
O nie ! Powiedziałam mu ! .. nie zna jeszcze całej prawdy.. Ale nie mogę mu tego powiedzieć ! Jak to będzie wyglądało ?! Cześć Nathan ! Mam na imię Charlotte, jestem w Tobie zakochana do szaleństwa, przez co zerwałam z chłopakiem-dilerem, który karmił mnie narkotykami przez ostatnie dwa lata ! Tak, tak. Ćpałam ! Ale moi rodzice o tym nie wiedzą ! Są zbyt idealni. Wiesz jak to wszystko mnie teraz boli ?! Jak trafiłam do szpitala, Marcus musiał okłamać wszystkich, że nie mam rodziny i jedyną osobą jaka mi została jest on sam ! O mało co nie umarłam od narkotyków ! Znowu zaczęłam ćpać i ... poznałam Ciebie ! A teraz chowamy się w lesie przed policją, która goni mojego ... byłego (?!) , a ja chcę tylko Cię znowu pocałować ! Bożeee ... nie chciałabym wiedzieć, co by sobie o mnie pomyślał ...
W pewnym momencie usłyszałam jakby ciche Kocham Cię w tonacji jego głosu. Powoli spojrzałam mu w oczy, na usta, i tak jeszcze kilka razy raz na to, raz na to. Czułam, że zaraz nie wytrzymam. Że rzucę się na niego i zabiję tymi pocałunkami.
 Powoli zbliżyłam się do niego i pocałowałam w policzek. Już sekundę później pożerałam jego język.
Koniec ! Z rozmyśleń wyrwał mnie pisk opon i ostre odgłosy syren radiowozów. Chwyciłam Nathana za szyję i pociągnęłam za sobą na ziemię. Los chciał, że wylądował na mnie ! Kiedy te hałasy zdawały się być daleko od nas, przemówił z uśmiechem
- A to co ? Jakieś karate, czy masz potrzeby ?
- Ughh .. jakbyś chciał już koniecznie wiedzieć - wstałam i zaczęłam otrzepywać się z liści - to próbuję uratować Ci życie.
Popatrzyłam na niego z pogardą.
- Dobrze. Rozumiem i dziękuję. Masz tu ... liścia. - znów uśmiech i ściągnął mi z dekoltu mały jesienny listek w kolorze wyblakłej żółci.
- Nie pozwalaj sobie na zbyt wie...
Niestety, a może na szczęście, nie dokończyłam zdania, bo pan Sykes mnie pocałował. Nie cieszyłam się tym długo, ponieważ poczułam wibracje w kieszeni. Odrywając się od niego wyjęłam z niej komórkę i od razu odebrałam.

*Oscar*
- Charlotte Julie Davies ! - krzyknąłem do słuchawki - Gdzie Ty jesteś ?! Ja i Gabrielle się martwimy !
- Przepraszam braciszku. Powinnam była zadzwonić, ale przyjechała policja i ..
- POLICJA ?! Czemu nic nie powiedziałaś ?!
- Idiota... - dodała szeptem
- Co ?! Coś przerywa ! Powtórz !
- No mogłam.
- Musiałaś ! Gdzie jesteś ? Zaraz po Ciebie przyjedziemy.
- Nie trzeba. Nathan mnie odprowadzi.
- Jak chcesz. Dzwoń jeśli coś będzie się działo.
- Dobrze.
Kiedy tylko odłożyłem słuchawkę zaczęła się rozmowa z Gabbi
- I ? - pytała
- Nie wiem gdzie jest. Wiem tylko, że pod dom Marcusa przyjechała policja. Zwiał..
- Skąd wiesz ?
- Zawsze ucieka, oni go gonią, później gubią, a on wraca do porządku dilera.
- EJ ? - ujęła moją twarz w swoje delikatne dłonie - Nie martw się nim. Teraz jesteśmy tylko ja i Ty. - pocałowała czubek mojego nosa
- Kocham Cię. - powiedziałem z uśmiechem
- Ja Ciebie też.

*Charlotte*
Nie mogę uwierzyć ! Znamy się dwa dni, a już trzymamy się za ręce w drodze do mojego domu ! Niesamowite !
- Muszę Ci coś powiedzieć i sądzę, że jest to dobry moment również na przeprosiny. - spojrzał na mnie pytająco - Chcę Ci wyjawić prawdę o mojej przeszłości i trochę teraźniejszości. - spuściłam wzrok - Ja ... ja coś do Ciebie czuję.... i  nie chcę, żebyś uciekł, kiedy powiem Ci co robiłam. - łzy napłynęły mi do oczu, a moje policzki strasznie piekły
- Nie ucieknę. Obiecuję. - to ostatnie słowo wypowiada szeptem i podnosi moją twarz delikatnie łapiąc za podbródek
- Nathan ... ja ... ja brałam narkotyki.
Spojrzałam mu w oczy, a on spuścił ręce i oddalił się ode mnie na krok. Wiedziałam ! Ughh ! Idiotka ze mnie !
- Co ?!
- Marcus ... on .. jest dilerem ... i on ... on mi dawał te narkotyki.
- Co ?! - powtórzył
- Kiedyś .. kiedyś to była moja ucieczka od problemów, jak i moje zajęcie w czasie wolnym.
- Dużo miałaś tych kłopotów ?
- No właśnie niewiele
- A czasu ?
Moje milczenie można było uznać za dwa wybuchowe słowa `Masakrycznie dużo!`
Panie i panowie ! Właśnie beznadzieja Charlotte zmarnowała swoją szansę u chłopaka, bo była narkomanką !
Dobra ! Bez paniki ! Momencik ..
- Muszę sobie wszystko przemyśleć. - Nath zrobił jeszcze kilka kroków do tyłu i w końcu zniknął na tle południowego słońca.
Stałam i patrzyłam jak się oddala. Mój wzrok był pusty. Zdawało mi się, że moje tęczówki nabierają szarego, przezroczystego koloru... w ogóle nie miały koloru ... dopóki nie usłyszałam trzasku i pisku opon.
- Nathan !!!! - zdążyłam jedynie krzyknąć...

sobota, 22 września 2012

Rozdział 8

*Nathan*
Kiedy weszła do tego domu pozostawało mi tylko jedno. Zadzwonić do Oscara, jej brata. Zrobiliśmy to od razu :
- Halo ? - spytał
- Oscar ? Cześć. Tu Gabrielle.
Przyglądałem się rozmowie. Właściwie podsłuchiwałem. Gabbi miała niezdecydowaną minę. Nie wiedziałem czy jest zła, czy smutna, czy wszystko na raz. W końcu zakończyła rozmowę, podeszła do mnie i położyła mi rękę na ramieniu.

*Charlotte*
- Rozumiem. - Marcus był zmartwiony - Jesteś pewna, że tego nie potrzebujesz ? - wskazał na strzykawkę
- Jestem pewna. Wtedy prawie mnie zabiło i nie mogę ryzykować. Nauczyłam się częściowo z tym walczyć.
- To świetnie. - wstał z wymuszonym uśmiechem - Jesteś pewna ? - powtórzył
- Jestem pewna. Znaczy prawie pewna.
- Co znaczy `prawie pewna` ?
- Prawie pewna. Nie wiem co czuję.
- A do mnie ? Co czujesz do mnie ?
- Nie wiem. - tylko na tyle było mnie stać
- Idź już. - spoglądnął przez okno - On ciągle na Ciebie czeka.
- Nathan ? - zerwałam się
- Tak. Ten laluś. I Gabbi.
- Nie jest lalusiem ! - krzyknęłam
Wzięłam torbę i wyszłam trzaskając drzwiami. Miałam na sobie moją ulubioną czarną bluzę.  Kiedy naciągałam ją na ręce, mogłam włożyć kciuk w osobną dziurę i wtedy moje dłonie przypominały łapki kota dzięki aplikacjom.
Kiedy wyszłam, Nathan i Gabrielle podbiegli do mnie i przytulili. Dziwnie się czułam. Przecież nadal kochałam Marcusa.

*Gabrielle*
Kiedy tak staliśmy, usłyszałam Oscara. Podszedł do nas i dołączył do uścisku. Później wyszeptał mi coś na ucho, wziął za rękę i powiedział :
- Zaraz przyjdziemy. No.. ewentualnie wieczorem.
Nie wiem gdzie mnie zabierał. Miałam tylko nadzieję, że Nathan i Char sobie poradzą.

*Nathan*
Gabbi powiedziała, że O. jest w drodze i zaraz tu będzie. Nie mogłem się doczekać. Podobno to jeden z kumpli Marcusa, tego drania. Nie wiem dokładnie o co chodziło, ale G. mówiła na niego dużo złych rzeczy. Wtedy wybiegła Charlotte w swojej kociej bluzie. Podbiegłem do niej razem z Gabrielle i przytuliłem. Cieszyłem się, że znów czuję tą przyjemną bluzę. Jest naprawdę miła w dotyku. Ale bardziej cieszyłem się z Char, że zmądrzała. Trzęsła się, jakby się bała. Ale nie wiem czego. Nagle poczułem czyjś dotyk. To był Oscar. A później on i G. zniknęli.
Nie pozostało mi nic tylko znów zaryzykować. Obejmując Charlotte w pasie patrzyliśmy sobie w oczy, gdy nagle ....

środa, 5 września 2012

Rozdział 7

*Charlotte*
Kiedy ja i Nathan weszliśmy do pokoju, zobaczyliśmy dawniej śpiącą Gabrielle z laptopem i tabliczką czekolady. Gdy tylko nas zobaczyła, zdziwiła się i spytała :
- A to Wy tak szybko wróciliście ? - chwila ciszy - Ej ? Jest coś o czym nie wiem ?
- Tak. - powiedział Nathan
- Nie. - odezwałam się równo z nim
- Więc tak, czy nie ?
- Nie. - wyprzedziłam towarzysza
Usiadłam, a właściwie położyłam się na łóżku obok przyjaciółki, wzięłam jej gorzką czekoladę i zaczęłam jeść. Spojrzałam na Nath'a, który stał w drzwiach :
- Chcesz trochę ? - spytałam
- Nie mówi się z pełną buzią. - uśmiechnął się i kucnął przy mnie
- Nie mówię z pełną buzią !
- Ciszej ! - G. zwróciła nam uwagę
- Przecież jestem .. - nie dokończyłam, bo szanowny pan Sykes znów mnie pocałował
Nawet się cieszyłam, ale to było trochę dziwne..

*Nathan*
Fakt. Pocałowałem ją.. drugi raz, ale to nic takiego. Po prostu musiałem to zrobić. Zawsze kiedy ją całuję, czuję w brzuchu motyle. Wiem, to dziwne, ale tak się właśnie czuję. To przyjemne uczucie. Ogarnia mnie ciepło :
- ..cicho. - dokończyła
- Aha ? Ok ? I Wy mówicie, że nic się nie zmieniło. - odezwała się Gabbi - Jesteście razem, a ja nic o tym nie wiem.- zaczęła logować się na facebook'a Charlotte - Teraz tylko zmienić status związku.
- Ale Gabrielle, my nie jesteśmy razem. - powiedziała Char
- Ale ja nie widzę problemu, żebyśmy byli. - chciałem ją objąć, ale się wzdrygnęła i zeszła z łóżka
- Ja.. - złapała się za głowę - Ja kocham Marcusa.
- Co ?! - krzyknęliśmy równo z G.

*Charlotte*
Ups....

*Gabrielle*
Nie mogłam uwierzyć w to, co powiedziała Charlotte. Kocha Marcusa ?! Tego dupka ?! Jak ona może ?! A jeśli ona z nim była .. NO PEWNIE ! Ona z nim była ! On podał jej dawkę ! Nie wierzę ! Ona się zgodziła . A jeśli są razem ?!
Całą noc zadawałam sobie te pytania. W końcu zasnęłam. Kiedy się obudziłam, była 1O.O3. Spojrzałam w bok. Nath leżał na drugiej połowie łóżka. Natomiast Char nigdzie nie było. Postanowiłam obudzić chłopaka i pogadać z nim o tym. Szturchnęłam go lekko, a on nic. Więc szturchnęłam mocniej :
- Co ?! - zerwał się
- Spokojnie. To tylko ja. Nie wiesz gdzie jest Charlotte ?
- Nie ma jej tu ?
- A widzisz, żeby była ?
- No nie.
- No właśnie.
- Nie bądź chamska.
- Nie jestem chamska. Po prostu nie lubię być sztucznie miła. - cyniczny uśmieszek
- Dobra. Czyli oboje nie wiemy gdzie ona jest.
- Chodźmy jej poszukać. Na pewno daleko nie odeszła. Znajdziemy ją.
- A lekcje ?
- No przecież w czwartki nie mamy zajęć. - powiedziałam od niechcenia
- No tak. Zapomniałem.
Wstaliśmy i ubierając buty ruszyliśmy na ogromne schody. Chwilę później byliśmy już przed rezydencją Davies'ów :
- Trzeba się rozdzielić. Tak szybciej ją znajdziemy. - proponowałam
- Ale czemu się tak denerwujesz ? Może do sklepu po bułki poszła ?
- Ona nie chodzi do sklepu po bułki. Od tego mają gosposię.
- No tak. Zapomniałem. - powtórzył to, co parę minut wcześniej
- Nie odbiera telefonu. - zdenerwowałam się jeszcze bardziej
- Dobra, Ty idź w prawo, ja pójdę tędy. - i się rozdzieliliśmy

*Nathan*
Po jakiejś godzinie zobaczyłem Charlotte idącą w stronę jakiegoś małego domu. Zatrzymała się przy uliczce, i gdy chciała ją otworzyć, złapałem ją za rękę :
- Char ! Gdzie idziesz ? - spytałem
- A nie widać ? Puść mnie ! - chciała się wyrwać
- Nie.
- Idę do Marcusa ! Mam prawo !
- Wiem. Nie bronię Ci. Ale czemu uciekłaś ? Martwiliśmy się.
- Jejku ! Martwicie się o mnie ? No co Ty ? A jeśli kiedyś zniknę ? Tak na dobre ? I już mnie nigdy nie zobaczysz ?
- Char, nie mów tak. - miała łzy w oczach koloru czerwonego; płakała już wcześniej - Płakałaś ?
- A nie widać ?
- Dlaczego ?
- Bo mam  Cię dosyć !
- Char, kocham Cię.
- Ale ja kocham Marcusa !
- Ej ! Co się tu dzieje ?! - spytał jakiś koleś, który przechodził obok nas
- Nic. - puściłem rękę Ch. a ona tak po prostu podbiegła do niego - Chyba nic. - dodałem znacznie ciszej
- Marcus ! - wtuliła się w niego; wtedy przybiegła Gabrielle
- Charlotte ! Oszalałaś ?! Co Ty wyprawiasz ?! Odejdź od tego psychopaty !
- A więc to on.
- Kto niby ? - M.
- Ten słynny Marcus. Gabbi wiele o Tobie mówi.
- Pewnie rozpowiada, jaki to ja przystojny. - zaśmiał się irytująco
- Nie. Raczej jakim jesteś dupkiem ! - krzyknęła G.
- Ej ! Uważaj sobie ! Nie pogrywaj ze mną !
- Marcus spokojnie. Nie zapominaj, że to moja przyjaciółka. Chodźmy do środka. Zgłodniałam.
- Spróbuj jej coś podać, to bądź pewny, że pożałujesz ! - G.
- Charlotte ! - krzyknąłem za nią, gdy weszli za uliczkę - Charlotte !
Nic nie odpowiedziała. Ostatni raz tylko na mnie spojrzała i wtulona w tego gościa zniknęła za drzwiami. Nie wiedziałem co robić. Gabbi też była bezbronna. Pozostawał tylko Oscar, dobry kolega Marcusa.

*Charlotte*
Gdy weszliśmy do środka, Marcus poszedł po strzykawkę. Byłam głodna... głodna narkotyków. Zarazem ich spragniona. One zaspokajają wszystkie moje potrzeby. Ale tym razem się zawahałam :
- Marcus ? Dzisiaj sobie odpuszczę. Chciałabym z Tobą porozmawiać.
- Dobrze. Już idę. Rozgość się.
W domu panował chaos. Nie dziwię się. Wczoraj ich lokal przetrząsnęła policja. Usiadłam na jednej z trzech czerwonych, skórzanych kanap i czekałam na chłopaka :
- O czym chciałaś pogadać ? - spytał siadają koło mnie
- Ogólnie. Jak wczoraj ?
- Mamy swoje sposoby na psy. Nic nie znaleźli, jeśli o to Ci chodzi.
- Ahh..
- Ej ? Coś nie tak ?
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć.
- Kochanie, mi wszystko możesz powiedzieć.
- Ja.. - spojrzałam mu w oczy - Ja kocham Nathana.
Jego reakcja była natychmiastowa...