niedziela, 11 listopada 2012

Informacja !!!

Pewnie wiecie, że kilka rozdziałów pojawiło się w czasie teraźniejszym .
Otóż, robię małą zmianęjednocześnie powracając do dawnych zasad .
Mianowicie, będę znów pisała w czasie przeszłym .
Więc już następny rozdział napiszę `po staremu` .
Postaram się go dodać dzisiaj, ale jeśli nie dam rady obiecuję, że będzie jutro .
Buziaki, Wasza Vicki ; *

sobota, 27 października 2012

Rozdział 16

*Nathan*
Do pokoju wchodzi zapłakana Anne.
- Co się stało ? - pytam
- Marcus - załamuje głos - ...on powiedział...że nie chce mnie znać !
`Więc po jakiego ch**a do mnie przychodzisz ?!` - myślę
- Ale o co chodzi ? - siada obok mnie
- Ja... ja tylko... - zbliża się do mnie
Wiem, że chce mnie pocałować, ale nie zrobię tego Charlotte. To ją kocham.
Sprawnym ruchem ręki odpycham Anne od siebie i siadam kawałek dalej.
- Wyjdź. - rozkazuję cicho, patrząc w ekran telefonu
Piszę wiadomość do Char
`Kotek ? Co byś powiedziała na spotkanie ? Oczywiście u Sivy, bo w tym stanie nie nadaję się do łażenia po mieście. Tęsknię za Tobą. Chcę Cię zobaczyć, mnie więcej teraz ! Kocham Cię ! <3`
Wysłany !
*Charlotte*
Znowu niezręczna cisza. Przerywa ją jednak dźwięk mojego telefonu. Wyciągam Lumie z torebki i widzę, że Nath do mnie napisał. Uśmiecham się, gdy czytam smsa. Po chwili odpisuję :
`Już tęsknisz ? Widzieliśmy się kilka minut temu ! Głupek :-* ! A do Sivy będę mogła wpaść dopiero jutro. Dziś mama wyprawia urodziny...:/ Ale obiecuję, że niedługo się zobaczymy. Ja też Cię kocham ! <3`
Po kilku minutach jesteśmy pod naszą willą. Wchodzę do środka po cichutku. Już chcę wejść do swojego pokoju, ale słyszę , jak rodzice rozmawiają w sypialni.
- Nicolasie, ona już ma zaległości z całego miesiąca ! - mówi szeptem mama
- Emilie, uspokój się.
- Ale dzisiaj dzwoniła do mnie dyrektorka. Jest zaniepokojona nieobecnością Charlotte.
- Ciii, spokojnie. Dziś jest Twój dzień, nie przejmuj się wybrykami naszej córki. Jeszcze nauczy się odpowiedzialności.
- Mam nadzieję, Nicolasie, mam nadzieję.
Wtedy rodzice wychodzą z pokoju i dostrzegają tylko zamykające się z hukiem drzwi mojej sypialni.
- Charlotte ? - woła mama
- Dajcie mi spokój ! - odgryzam się i zamykam drzwi na klucz
Kładę ... rzucam się na łóżko i zły same zaczynają płynąć po moich policzkach. Dlaczego rodzice nie rozumieją, że ten `mój kolega, który miał wypadek` coś dla mnie znaczy ?! Głupia rodzina !
Nie wiem ile czasu minęło zanim wszyscy goście zeszli się do naszego domu. Mimo mojego złego humoru, mama nie zamierzała mi odpuścić.
- Charlotte ? - mówi przez drzwi - Otwórz. Musisz się przygotować. Przyjdzie Gabrielle i musisz naszykować dla niej muzykę.
- Po co ?
- Bo będzie tańczyć ? To chyba oczywiste ! I poprosiła mnie, żebym zaprosiła znajomych na jej pokaz.
`Mama ściemnia` - buczy w mojej głowie
- Dlaczego kłamiesz ? Nie umiesz po prostu się przyznać do błędu ?
- Jakiego błędu ?
- Takiego, że w ogóle nie oddałaś mnie do domu dziecka, kiedy była taka okazja !
Biorę w rękę torbę, zapinam się pod szyję i obwiązuję szalikiem. Jest zimno. O wiele zimniej niż było rano.
Gwałtownie otwieram drzwi, wymijam mamę mierząc ją złośliwym wzrokiem i zbiegam na dół. Bez słowa przywitania wychodzę z domu.
Kieruję kroki do domu Sivy. Nie do końca pamiętam gdzie mieszka, ale znam tamtą okolicę. Kiedy jestem w połowie drogi, szturcha mnie jakaś dziewczyna.
- Ej ! Uważaj trochę !
- Przepraszam.
Jest cała zapłakana... TO ANNE ! Tylko co ona tam robiła ?
Kiedy dochodzę do domu Sivy, który cudem udaje mi się odnaleźć, drzwi się otwierają. Stoi w nich uśmiechnięty chłopak. Ten sam, który pomógł Nathanowi wyjść wtedy z auta.
- Cześć. To ja, Charlotte. Nie wiem, czy jeszcze mnie pamiętasz, ale..
- Tędy. Nathan siedzi w salonie. Musisz iść prosto i w lewo. - uśmiecha się szerzej
- Dzięki.
Odpowiadam i idę tam, gdzie mnie pokierował. Gdy wchodzę do salonu, widzę, że Nath na mnie czekał. Mimo wszystko. Mówiłam mu, że nie przyjdę, ale on czekał.
- Nath ? Wszystko ok ? Jesteś jakiś zamyślony.
- Była tu Anne. Mówiła mi, że Marcus się na nią zezłościł, i że powiedział jej, że nie chce jej znać. No więc się rozpłakała i przyszła do mnie. Wyżaliła się, a ja jej słuchałem. W pewnym momencie nachyliła się nade mną. Wiedziałem co zamierza, więc tak szybko jak ninja odepchnąłem ją i kazałem wyjść. Później napisałem do Ciebie. Chciałem się z Tobą spotkać i wszystko Ci powiedzieć. Ale Ty nie mogłaś. A mimo wszystko ja tu czekałem, bo wiedziałem, że przyjdziesz. Swoją drogą, jak tam imprezka u mamusi ?
-Wow.
Zdziwiona jego odpowiedzią na jednym wydechu, powiedziałam tylko `wow`. Co miałam innego powiedzieć ? Ledwo co zrozumiałam tą paplaninę słów. On na serio musi czasami brać oddech, bo inaczej ta astma go ograniczy.
- Nie byłam na urodzinach. Znaczy byłam w domu, ale zamknęłam się w pokoju. - mówię w końcu
- Dlaczego ?
Nathan wykonuje gest w stylu `chodź się przytul, bo widzę, że masz beznadziejny humorek`. Siadam obok niego i przytulam jak najmocniej.
- Ałć. - słyszę
- Przepraszam. A tak w ogóle, to co Cię jeszcze boli ?
Nath podciąga koszulkę. Moim oczom ukazuje się biały bandaż.
- Brzuch najbardziej. Trochę tylko głowa i noga. - uśmiecha się do mnie niepewnie
- Oj mój biedulek.
Obsypuję go całusami, a on chichocze. ^^

sobota, 20 października 2012

Rozdział 15

*Charlotte*
Za kierownicą widzę Oscara. Ma zmieszany wyraz twarzy. Dostrzegam, iż obok niego siedzi Marcus.
- Hej śliczna. - mówi - Nie masz nic przeciwko temu, że kumpluję się z Twoim bratem ?
- Nie. Ależ skąd. - dodaję ironicznie - Ale jesteś ostatnią osobą, którą chciałabym teraz widzieć.
Marcus z uśmiechem wychodzi z auta i idzie w kierunku jakiejś rudej dziewczyny. Z daleka krzyknął do niej `Anne!`. Jeszcze tej szmaty tu brakowało. Wchodzę szybko do samochodu i pomagam Nathanowi.
10 minut później jesteśmy pod jakimś domem:
- Mój przystanek. - mówi Nath
- Tu mieszkasz ? - pytam
- Nie ja. Mieszka tutaj mój dobry kumpel Siva. Zatrzymam się u niego dzisiaj.
- A Twoja mama ?
- A moja mama powiedziała, że musi wyjechać i dom został na mojej głowie. Nie chcę siedzieć sam. Zwłaszcza teraz.
- Rozumiem. To...cześć. Widzimy się później.
Nathan uśmiecha się do mnie i przy pomocy Sivy (domyślam się, że to on) wychodzi z auta.
Kiedy zamykam drzwi samochodu, Nath puszcza do mnie oczko. Wtedy i ja się uśmiecham i odjeżdżamy.

*Oscar*
Jedziemy w ciszy. Zaczyna robić się niezręcznie. Muszę jej w końcu powiedzieć prawdę.
- Czemu się nie odzywasz ?- pytam
- Nie ma takiej potrzeby.
Charlotte wgramoliła się na przednie siedzenie obok mnie i patrzy na drogę przed nami.
- Jest. Muszę powiedzieć Ci coś na temat Anne.
- Wiem wszystko. Znaczy domyślam się wszystkiego. Marcus znalazł sobie nową dziewczynę. To by wszystko wyjaśniało.
- Nie. Źle myślisz. Marcus musiał się z nią spotkać, żeby wyjaśnili sobie wszystko. Ona ciągle go kocha...
- No właśnie. - nie pozwoliła mi dokończyć
- Ona ciągle go kocha, ale on ciągle kocha Ciebie.
- Wierzysz mu ? Mi się wydaje, że znowu coś wymyślił. Głupia historyjka, w którą ma wierzyć każdy.
- Słuchaj, to nie tak.
- A jak ? - wbija wzrok we mnie - Oświeć mnie.
- Marcus musiał spławić Anne. Powiedział mi, że jej nienawidzi. Oszukała go. Mówiła, że go kocha, ale tak nie było. Zajmowała się tylko swoją drużyną cheerleaderek. Po wygranych meczach krzyczała do mikrofonu, jak to ona bardzo go kocha, ale wszystko było fikcją. Kiedy się o tym dowiedział, zerwał z nią. Wtedy zrozumiała co straciła. Od tamtej pory nachodziło go, błagała o wybaczenie. Wiesz ile razy chciała, żeby do niej wrócił ?
- I skąd to wszystko wiesz ?
- Może zapomniałaś, ale jestem w tej szkole dłużej od Ciebie. Widziałem na własne oczy, co dzieje się z moim kumplem. A resztę powiedział mi Marcus.
- Aha. Teraz to wielki kumpel, ale jak....
- Co jak ?
- Nieważne.
- Powiedz.

*Charlotte*
W ostatniej chwili zdaję sobie sprawę z tego, że mój brat nic nie wie o narkotykach... Może trochę dowiedział się od Marcusa. Ale tylko tego, że był dilerem. O tym, że ja też byłam w to zamieszana nie miał pojęcia.
- Powiedz. - patrzy na drogę, jednak co chwila zerka na mnie poważnie
- Wiesz kim był ... kim jest Marcus. Ciągle jesteście kumplami ? On nie boi się, że go wydasz ?
- Część jego długów, to właśnie ja pomagałem mu spłacić.
- Nie wierzę. - sugeruję kpiąco
- Musisz.
- Po co on w ogóle spotkał się z Anne ?! - zmieniam temat
- Dlatego, żeby jej wyjaśnić, że on kocha Ciebie. Ile razy mam Ci to tłumaczyć ?
- Możesz jeszcze raz.
- Obiecaj mi, że teraz się nie zdenerwujesz, ok ?
- Chcę znać prawdę.
- Anne robiła wszystko, żeby się Ciebie pozbyć. Idąc na spotkanie z Marcusem myślała, że chce do niej wrócić.
- Myliła się. - mówię cicho
- Dokładnie. Teraz zobaczy, że to jednak nie miało sensu. Bo on ciągle kocha Ciebie.
- Ale ja go już nie kocham.... tak mi się wydaje.
- Widzisz ?
- Ale ja chcę być z Nathanem. Jestem tego pewna.
- Dobrze, rozumiem. Ale pomyśl nad tym jeszcze. Marcus to dobry kumpel i dbał o Ciebie kiedy z nim byłaś.
`Tego bym nie powiedziała`, myślę....

*Nathan*
Kiedy Siva mnie przyjął, ulżyło mi trochę. Nadal nie pamiętam co dokładnie się wtedy stało, ale jestem pewien, że ciągle odczuwam ból po tym uderzeniu. Jakby w jednej chwili, ktoś zamknął mnie w jakimś ciasnym, ciemnym pomieszczeniu i zadał cios setkami sztyletów. Ból był nie do opisania. Myślałem, że to już koniec. Nawet kiedy siadam na kanapie muszę powstrzymać ten wyraz twarzy, który zdradza moje niezadowolenie. Char mówiła, że miałem potłuczoną czaszkę i żebra. Do tego ta noga. Jak to się stało ?
- Przynieść Ci coś do picia ? - pyta Siva
- Dzięki. Zdżemnę się trochę. Jestem wykończony. Szpitalne łóżka są strasznie nie wygodne.
Oboje zaczynamy się śmiać. Jednak mi ciągle sprawia to ból. Kiedy podwijam koszulkę widzę bandaże. Są tak ciasno owinięte wokół mojego brzucha, klatki piersiowej i pleców, że ledwo oddycham.
Rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Siva idzie otworzyć. Słyszę:
- Mogę zobaczyć się z Nathanem ?
- Jasne. - w głosie Sivy można wyczuć zakłopotanie. - Wejdź.
Już z korytarza widzę kto to....

sobota, 13 października 2012

Rozdział 14

*Charlotte*
Otwieram oczy i widzę Nathana z uśmiechem na twarzy. Ale on ciągle ma zamknięte oczy !
- Nathan ? - zaczynam szeptać - Nath ? Jaja sobie ze mnie robisz ? No ja tu ryczę a Ty ... - nie mogę dokończyć
Pan Sykes rzuca się na mnie mimo wysiłku, jaki sprawia mu ruch.
- Ty idioto ! Co za koleś ! Teraz ja wylądowałabym w szpitalu na zawał !
- Spokojnie. - przyciąga mnie do siebie i składa na ustach namiętny pocałunek - Kocham Cię. - dodaje szeptem na co ja tylko się uśmiecham
- Muszę zadzwonić do mamy. Wyszłam bez słowa z domu.
Sięgam po telefon. Jednak moja mama jest szybsza.
- Tak mamo ? - odbieram
- Gdzie jesteś ?!
- W szpitalu.
- Co się stało ?!
- Nic. Jestem u kolei. Miał wypadek.
- Tylko mi nie mów, że pędził jak szalony na motorze.
- Nie. On... powiem Ci w domu.
- No dobrze. - wzdycha - Kiedy będziesz ?
- Jakoś na obiad ?
- Dobrze. Do widzenia.
- Do widzenia, mamo.
Nathan patrzy na mnie z miną 2-letniego dziecka.
- Co ?
- Zabierz mnie na obiad ! Tutaj mają ohydne żarcie !
- Nie mogę.
- Dzisiaj i tak mnie wypisują. Błagam !
- Dzisiaj ?!
Nath nic nie odpowiada, tylko wskazuje na spakowaną torbę z Nike.
- Ale się cieszę !
Rzucam mu się na szyję. Po chwili słyszę cichutkie `auć`, więc zwalniam uścisk.
- O rety ! Udusisz mnie z tej miłości.
Kiedy prezentuje jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów, całuję go delikatnie. Wtedy wchodzi lekarz :
- Dzień dobry panie Sykes. O ! Widzę, że ma pan gościa.
- Tak. - odpowiadam nieśmiało - Czyli mogę go zabrać do domu ?
Zabrzmiało to tak, jakbyśmy ze sobą mieszkali. Charlotte poćwicz nad słowotokiem.
- Jeszcze tylko jedno badanie. Zajmie to około 30 minut.
- Dobrze, poczekam. Tylko szybko mi go oddajcie.
- Spokojnie, cierpliwości.
Lekarz pomaga Nathanowi wsiąść na wózek i kiwając mi na pożegnanie, Nath znika za drzwiami.
Po godzinie zaczynam się martwić, że nie wraca. Dzwoniłam do Oscara, powiedział, że poszedł z Gabrielle w jego sekretne miejsce. Wow ! Jemu serio zależy na tej dziewczynie !
W końcu ! Drzwi się otwierają, a w nich stoi Nathan z kulami w rękach i uśmiechem na twarzy. Jest już ubrany. Ma na sobie miodowe spodnie opuszczone w kroku, biały t-shirt, czarną bejsbolówkę i czapkę beenie. Wygląda jak zawsze świetnie. Uśmiecham się i pomagam mu dokuśtykać do łóżka. Ma nogę w bandażach. Podobno lekkie zwichnięcie i nie musi mieć gipsu.
Kiedy już wszystko jest naszykowane, biorę torbę Nathana. Jest leciutka, tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Drugą ręką chwytam jego dłoń.
- Jak już mamy z tego wyjść, to razem. - mówię
Uśmiechamy się do siebie. Wychodzimy ze sali. Idziemy długimi, wąskimi, biało-niebieskimi korytarzami szpitala. Kiedy z niego wychodzimy, dostrzegam auto mojego szofera. Podchodzę, ale za kierownicą widzę....

niedziela, 7 października 2012

Rozdział 13

*Charlotte*
Budzę się w swoim pokoju. Promienie słoneczne przebijają się przez firanki w oknie obok łóżka. Słyszę, jak mama rozmawia z moim bratem.
- Jest silna. Poradzi sobie. - mówi Oscar
- No nie wiem. Jest taka wrażliwa...
- Ja jej  to powiem. Ty idź odpocznij.
Drzwi do mojego pokoju otwierają się. Wchodzi Oscar w samych dresach i full capie. Patrzy na mnie troskliwie. Wzrokiem przesyła współczucie.
- Charlotte - zaczyna - jest coś, o czym musisz wiedzieć.
- Mama zapomniała kupić Ci nowego t-shirtu ? - pokazuję na jego nagi tors
- Nie żartuj. Tu chodzi o coś poważniejszego.
- Więc ? O co ? - denerwuję się    
- O Nathana...on...

*Oscar*
Natychmiast wyprowadziłem Char ze szpitala. Nie mogła na to patrzeć. Nie spałem całą noc. Ciągle słyszałem jak płacze. Kiedy ucichła przyszedłem do niej. Nie wiem czemu, ale musiałem sprawdzić jej puls. Spała ...
Rano dostaję telefon ze szpitala. Dzwonią do Char ale ja akurat jestem w pobliżu. Odbieram i momentalnie robię się smutny. 
Nathan to mój kumpel. Znamy się niewiele, ale jest całkiem spoko. Jak ja mam jej to powiedzieć ?!

**Charlotte*
Nie ! Dlaczego znów go tracę ?! Kocham go ! Nie chcę, żeby mnie opuszczał ! Nie teraz ! Przez cały miesiąc przy nim byłam. On nie może sobie tak po prostu odejść. Kiedy Oscar powiedział mi, że Nath znów zasnął... Ugh ! Muszę jechać do szpitala ! Muszę jechać do niego ..
Ześlizguję się powoli z łóżka i słabym krokiem ruszam do garderoby. Wyciągam z niej czarne, obcisłe spodnie, białą koszulę z ćwiekami wzdłuż guzików i szarą, jeansową kamizelkę. Kiedy już się ubrałam, biorę czarną torbę i full cap Oscara. Schodzę na dół i z szafy w korytarzu wyciągam skejty. W ręce komórka w nowiutkiej obudowie. Na uszach kolczyki w kształcie nutek od mojej mamy. 


W końcu wychodzę i kieruję kroki do szpitala. Muszę się tam dostać jak najszybciej. Martwię się o niego. Ale on ... on przecież ... przecież jego serce przestało bić ! Nie. Muszę odgonić te myśli.
Nim się orientuję docieram do szpitala. Mimo mojej traumy wchodzę do windy, by znaleźć się przy Nathanie szybciej. Prawie tracę równowagę, ale cieszę się, że jadę sama. Co by sobie ludzie pomyśleli ? Wybiegam z windy i pędzę do sali, w której leży mój ukochany. Jest ! Wchodzę i nie mogę wydusić z siebie ani słowa ... Siedzi przy nim Anne !!! Na szczęście nie orientuje się, że weszłam.
- Kochanie, jeśli się tylko obudzisz, będziemy mogli być razem już na zawsze. - uśmiecha się do niego i ściska jego dłoń
Dokładnie tak jak ja wczoraj. Szybko wychodzę i idę do recepcji.
- Przepraszam. - zaczynam - Widziałam jakąś dziewczynę u mojego chłopaka. Mogłaby mi pani powiedzieć, kto to jest ?
- Momencik. Jak nazywa się pani chłopak ?
Pyta, więc jej odpowiadam. Patrzy na mnie jak na wariatkę. Kilka razy muszę pytać, czy nic jej nie jest. W końcu nadchodzi odpowiedź.
- Mówiła, że nazywa się Anne Carter, i że jest jego dziewczyną.
- Ugh ! Jak mogła ? Nienawidzę jej.
- Tylko niech pani nikomu nie mówi, że pani powiedziałam. Nie powinnam..
- Spokojnie. Nikomu nie powiem. Ale mam jeszcze jedną prośbę.
Mówię, że chciałabym, aby wyprosiła tą całą Anne. Od początku szkoły jej nie lubiłam. Kiedy byłam z Marcusem, patrzyła na mnie groźnie, a później mi go odbiła. Nie będzie tak z Nathanem. Nigdy go nie oddam !
Idziemy w kierunku sali, i gdy otwieramy drzwi, ona ciągle obok niego siedzi.
- Przepraszam, ale powinna pani wyjść. - mówi pielęgniarka
- Dlaczego niby ? - Anne spogląda na mnie - A .. rozumiem.
- Okłamała mnie pani. Nie powinna była pani tu wchodzić.
- Ach tak ? Myślałam, że jako jego dziewczyna mogę przy nim być.
Pielęgniarka nie wie co zrobić, więc interweniuję.
- Anne wyjdź stąd ! Dobrze wiesz, że on by nawet na Ciebie nie spojrzał.
- Oj biedulka. Myślisz, że on Cię kocha ? - zbliża się do mnie - Żałosna jesteś.
- A Ty będziesz miała kłopoty, jeśli stąd nie wyjdziesz. - uśmiecham się zadziornie
W jej oczach widzę tylko tysiące gróźb. Bierze swoje rzeczy i szturchając mnie wychodzi ze szpitala. Kiedy już pielęgniarka zostawia nas samych, wybucham płaczem. Podchodzę do łóżka, na którym leży chłopak, którego kocham. Chcę mu to powiedzieć. Wykrzyknąć. Wygląda, jakby spał i zaraz miał się obudzić.
- Kocham Cię. - szepczę
Biorę jego dłoń i pozwalam, aby dotknęła mojego mokrego policzka. Na chwilę zamykam oczy i uśmiecham się na myśl, że on w końcu się obudzi. Gdy je otwieram...

piątek, 5 października 2012

Rozdział 12

*Oscar*
Oj ! Nie dobrze ! Nie dobrze ! Jejku ! Jak ja panikuję !
Razem z Gabrielle przemierzamy korytarze szpitala.
- Paliwo Ci się kończy ? - kpi ze mnie, kiedy podpieram się ściany
- Nie. Kolka mnie złapała.
Zdyszany siadam na zimnej podłodze przed salą. Gabbi wchodzi do środka
- Oscar ! - słyszę

*Charlotte*
Budzę się w ramionach Nathana. O nie ! Szybko wstaję z łóżka szpitalnego, ale przy moich zdolnościach budzę także jego.
- Gdzie idziesz ślicznotko ? - pyta
Chcę przeprosić, ale wczoraj za dużo razy powiedziałam to słowo
- Idę się napić. - kłamię
- Wróć szybko. Ciężko mi się oddycha bez zapachu Twoich perfum.
Uśmiecham się od razu. Całuję go delikatnie w usta i wychodzę. To było słodkie... on jest słodki.
Na korytarzu wysyłam sms do Gabrielle : Natychmiast przyjeżdżajcie do szpitala ! Chodzi o Nathana !
Czekam aż sms się wyśle. Schodzę na dół, do kuchni. Biorę w rękę dwa kubeczki z budyniem czekoladowym i wracam do sali, w której leży Nath. Z uśmiechem podaję mu budyń
- Smacznego śpiochu.
- Ja wcale nie ... - przerywa mu ziewnięcie - ... spałem.
- Przeciągasz się, ziewasz, a kiedy weszłam, miałeś zamknięte oczy.
- Mama się o Ciebie nie martwi ?- zmienia temat
- Mówiłam jej, że całe dnie siedzę u Gabbi i robimy jakiś projekt na chemię.
- Nie sprawdzi tego ?
- Nie zmieniaj tematu ! Spałeś i tyle ! - śmieję się
- Nie spałem. - mówi niewyraźnie z łyżeczką w buzi
- Co śpiochu ?
- Nic.
Nathan udaje obrażonego, a ja znów patrzę na komórkę. Zero odpowiedzi. Nagle do sali wpada Gabbi
- Oscar ! - krzyczy

*Gabrielle*
Jak dobrze jest znów zobaczyć Nath'a z otwartymi oczami ! Od razu wołam Oscara.
- Co się stało ?! - wbiega - Nathan, stary, Ty żyjesz ! - witają się uściskiem ręki - Już zwątpiłem.
Kiedy tylko wypowiada dwa ostatnie słowa dostaje kuskańca od Char.
- Nie rozumiem. - wcina się Nath
Cała trójka tylko na siebie patrzy. To będzie dość dziwne...

*Nathan*
Że co ?! Ty żyjesz ! Już zwątpiłem ! Nic z tego nie rozumiem. Nagle Charlotte chwyta moją dłoń.
- Nathan... nie mam pojęcia, jak na to zareagujesz, ale, błagam, nie denerwuj się.
Kiedy ściska moją rękę bardziej, a cała trójka zaczyna opowiadać, myślę, że to cud, że w ogóle się obudziłem. Ale robi mi się słabo, zaczynam kaszleć, po chwili tracę przytomność... ciemność...
Charlotte ? Gdzie jesteś ? Boję się ....

*Charlotte*
Nie mogę w to uwierzyć ! W głowie cały czas widok tego przeklętego urządzenia pokazującego podłużną, zieloną kreskę i okropny dźwięk ! Chcę rozwalić ten monitor, ale Gabrielle i Oscar mnie wyprowadzają. Płaczę na korytarzu dopóki również nie widzę ciemności, tak jak Nathan. Od miesiąca marzyłam, żeby otwarł oczy i kiedy w końcu ze mną porozmawiał ...

środa, 3 października 2012

Rozdział 11

*Nathan*
O kurde.. Głowa mnie boli. I jeszcze brzuch i klatka piersiowa. A skoro już tak narzekam, to nie mogę ruszać ręką. Otwieram oczy. Najpierw ostre światło bije mnie po tęczówkach, chwilę później się uspokaja. Patrzę w lewo. Piękny krajobraz za oknem. Jesienne liście zdobią chodniki w parku. Przerzucam wzrok w prawą stronę. Widzę jakąś dziewczynę, która ... -,- to dlatego nie mogłem ruszać ręką. Ściska ją mocno, a jej głowa oparta jest o łóżko. Chyba śpi. Nie mogę dostrzec jej oczu przez burzę brązowych włosów.... CHARLOTTE ! Chciałbym jej coś powiedzieć, ale nie mogę wydusić z siebie ani jednego słowa. O co tu chodzi ? Co się stało ? W końcu udaje mi się odchrząknąć i ledwo co wypowiadam jej imię. Ona powoli unosi głowę i odgarnia włosy. Dopiero teraz widzę jej pełne, różowe usta, mokre policzki i podkrążone oczy. Patrzy na mnie z niedowierzaniem.
- Nathan ? - pyta po chwili - Nathan, obudziłeś się ! - podnosi moją dłoń i pozwala mi potknąć jej policzka
- Płakałaś...
- Bałam się.
- Czego ? Przecież wszystko jest dobrze.
- Nie Nathan. Nienawidzisz mnie. - spuszcza wzrok, ale po chwili znów na mnie patrzy - Ale musiałam tu czekać. Musiałam czekać na Ciebie.
- Nie rozumiem.
Char wstaje i podchodzi do stoliczka na drugim końcu sali. Przypomina mi się wypad z kumplami w Gloucester. Poszliśmy do KFC. Słyszę trzaski plastikowego kubeczka od shake'a i zgrzytanie słomki, która próbuje przecisnąć się przez dziurę w wieczku.
Po chwili wraca. Daje mi ten kubeczek i pociąga nosem.
- Masz. Napij się. - mówi
Chwilę patrzę na zawartość, ale Char uspokaja mnie mówiąc, że to tylko woda. Żadnych lekarstw ! Oddycham z ulgą i w jednej nanosekundzie opróżniam kubek, który ląduje na szafce nocnej obok mojego łóżka. Ruch nadal sprawia mi ból, ale nie chcę okazywać słabości przy Charlotte.
- Boli ? - pyta troskliwie
Chyba zauważyła mój niezadowolony wyraz twarzy kiedy chciałem się obrócić.
- Nie. Wszystko w porządku. Mówiłem Ci. - uśmiecham się do niej, lecz ona ciągle jest smutna - A u Ciebie ? Bo żebyś promieniała, to ja nie widzę.
- Nie jest mi do śmiechu. Jesteś tutaj przeze mnie.
Kryje twarz w dłoniach. Po chwili słyszę cichy płacz.
- Char ? Ej ? Nie płacz. - głaszczę ją po włosach
- Taka prawda. - odkrywa zaczerwienione oczy i ciągnie dalej - Ja nie chciałam. Ale myślałam, że jak nie powiem Ci tego teraz, to później ode mnie uciekniesz.
Ja przecież tak zrobiłem... No tak ! Wszystko sobie przypominam ! Mówiła .. echh nie ważne.. Nie chcę tego pamiętać. Pisk opon. Straszny ból.... Suuuuper. Chyba potrąciło mnie auto. Na samą myśl wszystko mnie boli.
- To nie Twoja wina. Sam wyszedłem na ulicę nie patrząc, czy coś jedzie.
- Nie słyszałeś ?
- Miałem słuchawki w uszach i patrzyłem się na swoje tenisówki... a później usłyszałem jak mnie wołasz i nic.. ciemność.
- Przepraszam. - szepcze - Nie chciałam
Wycieram łzę, która spływa po jej policzku. Uśmiecham się do niej, ale ona ucieka od mojego wzroku. Przypominam sobie nasz pocałunek w kuchni. Nasze pierwsze spotkanie. Fajnie czasem być niezdarą.
- To nie Twoja wina. - powtarzam - Chodź tu.
- Nie. Nie ruszaj się. Będzie bolało.
- Chciałbym Cię przytulić. Nawet nie wiem, jak długo już nie miałem w ramionach takiej pięknej dziewczyny.
W końcu nie wytrzymuje i uśmiecha się. Robi mi się od tego ciepło. Lubię jak się uśmiecha.
- Przesuń się. - żartuje i siada na łóżku
- Ciągle trzymasz moją dłoń.
- Przepraszam ..
- Przestań przepraszać. Nie masz za co.
- Mam. Mogłabym przepraszać Cię w nieskończoność...
- Przestań.
- To Ty przestań mi przerywać ! - śmieje się
- To chodź tu koło mnie.
Wtedy puściła moją rękę i pozwoliła mi ją przytulić. Fajnie było znów czuć jej perfum. Nadal nie rozgryzłem jakiego zapachu używa, ale wszystko jedno. Na niej pachnie ładnie. Na samą myśl się uśmiecham. Dopiero teraz spostrzegam, że patrzy na mnie i przesuwa opuszkami palców po moim policzku.
- Ja też Cię kocham. - mówię i całuję ją delikatnie w usta

*Oscar*
- Mamo ! Spokojnie ! Jestem pewny, że niedługo wróci. - jak ja nienawidzę kłótni z moją mamą -,-
- Dzwoń do niej ! Albo jedź po nią !
- Mamo, Charlotte jest dużą dziewczynką i na pewno sobie poradzi.
- Wiesz chociaż gdzie ona przesiaduje całe dnie od .. miesiąca ? - mama ze zdenerwowania siada na kanapie
- Tak. Jest w szpitalu.
- Co ?!
- Ale spokojnie, mamo. Jej kolega miał wypadek i ona się nim opiekuje. - mama oddycha z ulgą - A tak przy okazji, to ja mam dziewczynę.
Korzystam z sytuacji i wymykam się jak najszybciej z domu. W ręce trzymam telefon i wybieram numer Gabrielle
- Kochanie będziesz gotowa za dwie minuty ?
- No .. tak. A o co chodzi ?
- Zabieram Cię do szpitala.
- Ale Ty romantyczny. - jakbym ją widział, właśnie teraz przewraca oczami
- Do Char.
- Noo ! To zmienia postać rzeczy ! Za ile będziesz ?

*Gabrielle*
Kiedy Oscar nic nie odpowiada słyszę dzwonek do drzwi.
Zbiegam na dół i otwieram zanim zrobi to moja mama.
- To jednak jest kiepski pomysł, że mieszkamy tak blisko siebie. - stwierdzam
- Dlaczego ? Mi to odpowiada. Za dużo na paliwo nie wydaję.
- Jakie paliwo ?
Oscar robi dziwne przedstawienie ze stukaniem dłońmi w buty i rusza się ... znaczy tańczy .. chyba. Ja w końcu nie mogę wytrzymać i wybucham śmiechem.
- Jesteś stuknięty !
- Za to mnie kochasz. - podchodzi do mnie i obejmuje mnie w pasie
Odrywam się od niego, gdy czuję wibracje w dłoni. To moja komórka i... sms od Charlotte !
Kiedy go przeczytałam i podałam Oscarowi, jedno było pewne. Musimy natychmiast jechać do szpitala !